PASIOREK.jcom.pl
Przez ból do rozkoszy !

Inspiracje i początki - Po wywiadówce...

prymus - 2011-01-14, 16:38
Temat postu: Po wywiadówce...
Koniec semestru się zbliża i tak mi się jakoś zebrało na wspomnienia. Bo przecież osiągnięcia naukowe i szkolne wybryki to bardzo częste powody do łojenia tyłka. Przynajmniej kiedyś bo dziś to już chyba nikt pasa po wywiadówce nie wyciąga :-( Sam przyznam się że za naukę to dostałem tylko raz W piątej klasie na wiosnę strasznie się rozleniwiłem i na dodatek kłamałem rodzicom. Kiedy zagadywali o szkołę to im opowiadałem bajki jak Tusk o zielonej wyspie że jest wszystko super. Czar prysł na wywiadówce. Ojciec był wściekły i zlał mi tyłek solidnie. Chociaż nie goły ale że bił długo i z całej siły to problemy z siadaniem były spore :cry: Ale po tym szybko poprawiłem oceny a potem już nie trzeba było mnie bić bo samo postraszenie laniem było wystarczającą zachętą do nauki. Dobrze za to pamiętam rozmowy w szkole następnego dnia o tym kto i jak dostał To był zwykle temat dnia Jedni się chwalili a inni wypierali chociaz wiadomo było ze dostali. Mnie najbardziej interesowały dziewczyny zwłaszcza te które mi się podobały. Jak sie wydało że któraś dostała na gołą to byłem naprawdę podjarany Zaraz zaczynałem sobie wyobrażać jak wyglądała ta jej rozmowa z rodzicami i te fantazje nachodziły mnie bardzo długo ;-) A niektóre koleżanki miały naprawdę ciężko bo na koniec roku musiały mieć świadectwo z paskiem. Kiedy taka dostała czwórkę to zaraz się chciała poprawiać na piątkę a trója to była już dla nich prawdziwa tragedia i nieraz miały łzy w oczach.
A jak u was wyglądały powroty rodziców z wywiadówek ?

Batman - 2011-01-15, 12:34

Ja miałem podobnie z dziewczynami. :-) Moja wielka szkolna platoniczna miłość Renatka miała w domu ostry dryl. Po dwójce nie raz ryczała na przerwie. A jak dostała lanie po wywiadówce to bardzo jej współczułem ale też się nie mogłem opędzić od różnych fantazji np. gapiłem się na jej tyłek i wyobrażałem sobie jakie ma na nim "kwiatki" od pasa. Bo że miała to pewne. Na wuefie zamiast takiego czarnego stroju gimnastycznego miała wtedy koszulkę i dłuższe spodenki zakrywające cały tyłek ;-) Zresztą nie tylko ona jedna.
Sam czasem obrywałem za oceny ale raczej niegroźnie :-)

evi - 2011-01-17, 10:48

Jak byś dostawał solidniej to by ci się odechciało fantazji :-P Dla mnie lanie po wywiadówce to nie było nic nadzwyczajnego. Nie miałam jakichś precyzyjnie określonych wymagań. Liczył się ogół osiągnięć ale za dwóje to lanie było raczej pewne. Kiedy było bardzo źle to wszystko rozgrywało się bardzo szybko. Zaraz po powrocie mamy lub taty z wywiadówki od razu wołali mnie do siebie. Byli bardzo zdenerwowani i strasznie krzyczeli. A potem majty w dół i solidne lanie. Jak było tak średnio to rodzice już się bardzo nie spieszyli i często odwlekali rozmowę nawet do wieczora bo mieli coś ważniejszego do zrobienia. A ja w tym czasie myślałam tylko o tym czy dostanę czy nie i to było okropne. Czasem podsłuchwałam jak rodzice rozmawiali między sobą co by tu ze mną zrobić i miałam huśtawkę nastrojów. Jak któreś mówiło że trzeba mi wlać to czułam dreszczyk strachu a jak usłyszałam że może jednak poczekać to pojawiała się nadzieja :-) Taka niepewność utrzymywała się często w czasie samej rozmowy rodziców ze mną do której w końcu dochodziło. Dopiero na jej końcu stwierdzali że tym razem mi jeszcze darują ale mam szybko poprawić oceny albo że już za dużo mi się nazbierało i dostanę pasy żebym się wzięła do nauki i poprawiła zachowanie. I padało polecenie spuszczenia majtek po którym nie miałam już prawa dyskutować :-( Dla pełnego obrazu sytuacji muszę też napisać że zdarzały się wywiadówki po których rodzice byli zadowoleni :-)
Vettooo - 2011-01-19, 00:28

Bic za szkołe/oceny??!!! po co afiszujesz się z tą patologią??? po pierwsze uczyłas się dla siebie, nie dla zaspokajanie potrzeb chorych bufoniastych pseudorodzicow a po drugie jesli nie ma sie głowy do niektórych dziedzin naukowych to jest to bardzo okrutne wbijac wiedze komuś pasem do głowy, jeden ma "łeb" do scislyc przedmiotow drugi typowo do hum i nic tu sadyzm nie pomoze, a tym bardziej jeszcze upakarzająco na golizne pachem, barbarzynstwo :evil: :roll: :shock:
evi - 2011-01-19, 11:13

I pewnie jeszcze tych moich "chorych bufoniastych pseudorodzicow" powinnam podać do sądu za "wielkie krzywdy" które mi wyrządzili. Zabawni jesteście wy bezstresowcy :-P :lol:
Vettooo - 2011-01-19, 13:02

"bezstresowcy"??!!! nie urzywaj słów ,których nie znasz znaczenia. Jak jesteś taka głupia to także będziesz tłuc swoje dziecko żeby zaspokoic swoje chore ambicje, noo chciałabym cie teraz wziąść ma przepytanke z jakiejś dziedziny i jakby sie czuła obrywając za kazde nie wiem? Haaa napewno twoja duma by została naruszona i to TY bys mnie do sąsu pozwała, więc patrze obiektywnie
Dziecko tez człowiek jak i dorosły, i jest na równych prawach
No ale ty napewno miałaś radoche i byłas niezmiernie dumna z tego że rodzice potłukli cie aż do zasinień i krwiaków, bo napierdaalać pachem i to na goła to zdaje mi się że zawsze są kriwaki i siniaki,a to jest sadyzm i nie mozesz się ze mną kłócić że niee, uderzając tak że aż slady pozostają nazywa się martretowaniem i koniec, a jesli nie wierzysz to popytaj się innych :-x

evi - 2011-01-19, 15:06

Szkoda że ciebie nikt nie "maltretował" w dzieciństwie. Wtedy byś nabrała trochę kultury osobistej. Jak nie wierzysz to popytaj się innych :-P
Znafca - 2011-01-19, 15:51

evi napisał/a:
Szkoda że ciebie nikt nie "maltretował" w dzieciństwie.

Nic straconego. Dzieciństwo Vettooo najwyraźniej jeszcze trwa :lol:

Vettooo - 2011-01-19, 16:22

evil nie rozumiem co ma kultura osobista do mojego poprzedniego postu?? kultury mi nie brak, więc nie dostrzegam braków kultury u siebie ,baa, nawet jestem wzorem przykładności w życiu codziennym :-D

Znafca ty zamilcz :-/

evi - 2011-01-20, 11:54

Vettooo napisał/a:
evil nie rozumiem co ma kultura osobista do mojego poprzedniego postu??

No właśnie w tym problem że nic nie ma :lol:
A evilem to ja chyba jeszcze nie jestem :evil:

Beata - 2011-01-23, 15:51

Vettooo, pas nie służył do wbijania wiedzy do głowy tylko do przepędzania leniucha. U wielu nastolatków chęci do nauki są nieadekwatne do zdolności przez co ich potęcjał intelektualny się marnuje. Dawniej odpowiedzialni rodzice rozwiazywali problem pasem. Z własnego doświadczenia wiem, że to sposób bolesny ale skuteczny. A dziś obniża się wymagania i wymyśla różne dysleksje tylko po to żeby wszystkie leniuchy mogły przebrnąć przez system edukacji. I to jest prawdziwa patologia !
andrzej_77 - 2011-01-26, 19:41

u mnie też po prawie każdej wywiadówce był pasek w użyciu. Bił ojciec, aczkolwiek na wywiadówki częściej chodziła mama. Dostawałem głównie za notoryczne uwagi, czasem za złe oceny, ale zawsze było to sprawiedliwe. Gdybym nie rozrabiał, co się czasem zdarzało, to w dupę bym nie dostawał. Najczęściej obrywałem na spodnie. Raz, gdy chciałem ojca wykiwać, wkładając pod matki małą poduszkę to do końca roku dostawałem na goły tyłek (to było po semestralnej wywiadówce w 7 klasie) Czasami łezka mi się w oku zakręci na tamte wspomniania :) :mrgreen:
Bart - 2011-02-19, 23:21

Oj się kręci :lol: Dobrze pamiętam emocje jakie przeżywaliśmy z siostrą czekając na powrót rodziców z wywiadówki kiedy próbowaliśmy przewidzeć jak zostaniemy potraktowani. Najfajniej było jak ona dostała na gołą a ja wcale ale to była rzadkość. Częściej było odwrotnie albo oboje świeciliśmy gołymi tyłkami :oops:
paweł_75 - 2011-02-20, 20:25

U mnie pasy po wywiadówce to też był standard, a że spokojny nie byłem i zawsze uwagi były to czekałem na ojca ze strachem. Jak wrócił to prędzej czy później było hasło: "idziemy do pokoju", potem "ściągaj spodnie i kładź sie" a potem to tylko liczyłem razy...
Beata - 2011-02-24, 17:57

Ja pamiętam, że kiedy wychowawczyni ogłaszała termin wywiadówki w klasie zwykle robiło się cicho. To było jak ogłoszenie wyroku skazującego w sądzie. Do tej chwili perspektywa lania za oceny wydawała się nam dość mglista ale kiedy poznaliśmy dokładny termin egzekucji to niejednemu nie było do śmiechu :lol:
andrzej_77 - 2011-02-25, 01:26

dupcia nie szklanka i się nie potłucze, a pasek potrafi być bardzo motywujący do nauki 8-) 8-) 8-) 8-)
paweł_75 - 2011-02-25, 01:29

dokładnie :!:
andrzej_77 - 2011-02-27, 00:57

Beata napisał/a:
Ja pamiętam, że kiedy wychowawczyni ogłaszała termin wywiadówki w klasie zwykle robiło się cicho. To było jak ogłoszenie wyroku skazującego w sądzie. Do tej chwili perspektywa lania za oceny wydawała się nam dość mglista ale kiedy poznaliśmy dokładny termin egzekucji to niejednemu nie było do śmiechu :lol:



u mnie każdy dzień był zagrożony, za dzieciaka przynajmniej z 8 razy w miesiącu mama lub tata byli u wychowawczyni, bo byłem niegrzeczny. :lol: :mrgreen: w domu opieprz plus kara czy lanie. bolesne. :roll:

pamietam jak w 8 klasie dostałem za ponad tygodniowe wagary... :-/ :shock:

paweł_75 - 2011-02-27, 07:18

pochwal się andrzej tym laniem :?:
andrzej_77 - 2011-02-27, 09:37

W 8 klasie rodzice bardzo dużą uwagę przywiązywali do systematyczności uczęszczania na zajęcia, oceny odgrywały mniejszą rolę, ale nie mogłem mieć raptem samych dwój, bo one podlegały karze. Po szkole miałem góra godzinę wolnego, potem lekcje i nauuuka. Nie lubiłem się uczyć. W ferie było podobnie. Rodzice uważali, że mam spore braki w nauce, a za niedługo egzaminy do liceum. Często się buntowałem, ale sroga mina ojca przywracała mnie do pionu. Jakoś nie chciałem uczyć się na sinym tyłku.

Jakoś w marcu wpadłem na pomysł, aby zrobić sobie jeden dzień wolnego. Rodzice pracowali, więc miałem chatę wolną. Na początku faktycznie ściemniałem, że jutro nie mam 2 pierwszych lekcji itp. Miałem o tyle dobrze, że mój starszy brat uczył się już w liceum i nie mógł na mnie nakablować, a że też miał cały czas na rano i wracał popołudniu, plan był doskonały. Później faktycznie siadałem do lekcji, sam sobie coś tam zadawałem, tato później patrzył czy się uczę, więc był looz. spodobał mi sie taki system nauki, stopniowo zacząłem wagarować, a zamiast w domu spędzałem czas na mieście. Pech chciał, że siedząc sobie z kolegami w parku na ławce spisał nas patrol miejski. ale olałem sprawę. Może i nic by się nie stało, ale za kilka dni znowu był ten sam patrol, a ja... zacząłem im uciekać. Złapali mnie i zaprowadzili na komisariat. Ojciec był wpieniony. Jedynie co mi powiedział, że się na mnie zawiódł, odwiózł mnie do domu i zakazał opuszczania swojego pokoju. Pojechał do szkoły, wziął od nauczycieli wszelkie informacje o materiale jaki był przerabiany, usprawiedliwił :!: mi nieobecność (nie mogłem w to uwierzyć, myslałem, że będę mieć nieusprawiedliwione za karę) i przyjechał do domu. Leżałem na łóżku i nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. jak usłyszałem zgrzyt zamka próbowałem załagodzić sytuację, a tu co, ojciec minął mnie w progu, postawił na biurku zeszyty od kolegi plus karteczki z materiałem od nauczycieli i kazał mi to po przepisywać. Powiedział to tak surowo, że nie mogłem wydusić słowa. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. dodał również, że do końca tygodnia jestem zwolniony ze szkoły, aby nadrobić zaległości. Ominęło mnie kilka kartkówek i sprawdzian (dobrze, że o nim nic nie wiedziałem, bo chyba dopiero bym miał przerąbane). Próbowałem się tłumaczyć, że potrzebowałem więcej swobody, dlatego zawagarowałem. Tata nie chciał mnie słuchać, w między czasie wrócił brat. Próbowałem u niego szukać ratunku, ale nic to nie dało. Jak jeszcze raz odezwałem sie do taty, kazał mi natychmiast iść do pokoju, nie wiem dlaczego, ale zacząłem się stawiać, że chcę wszystko wyjaśnić, ale w sumie już wcześniejszy argument zaważył na wszystkim. Ojciec wymierzył mi siarczysty policzek i zakazał mi dzisiaj opuszczania swojego pokoju, ewentualnie mogę iść do toalety. Nigdy nie widziałem go tak wściekłego. Dodał jeszcze, że jutro po jego pracy dostanę ostro po tyłku i żebym się przygotował, bo będzie mnie pytał z materiału ze sprawdzianu. Zamarłem, ale już nie próbowałem się stawiać. Jak mama wróciła z pracy - dostała szoku, ale nie dosłownie. Słyszałem, że ojciec nie chciał mi dziś wlać, bo był za bardzo wściekły, a ja zachowałem się jak gówniarz.

Mniej więcej przepisałem połowę lekcji i zacząłem się uczyć materiału na sprawdzian (ojciec załatwił mi możliwość napisania go). Jak tata wrócił z pracy - przepytał mnie z niego. Na większość znałem odpowiedź, więc powiedział, że jeszcze się douczę. Na wstępie dostałem szlaban na 2 miesiące na podwórko. Do kolegów mogłem iść, ale z wyprzedzeniem co najmniej 5-dniowym. Potem ojciec wziął plan lekcji i zaczął coś zapisywać. Okazało się, że do dnia wczorajszego, czyli wszystkie dni w jakie byłem na wagarach, spisał wszystkie lekcje jakie miałem. Wyszło ich 42 - tyle pasów musiałem dostać za same wagary, a za kłamstwo dostałem 25 kabli. Oczywiście rozłożył mi to na raty, aby tyłek dłużej pamiętał tę lekcję. pamiętam, że na dzień dobry dostałem właśnie całą porcję tych cholernych kabli. Bolało mnie, ale ojciec nie bił mnie z całej siły, tylko kulturalnie, odpowiednio mierząc razy. Jak się kręciłem to łapał mnie za ramię i na szybkiego wymierzał 2- uderzenia - całe szczęście, że liczyły się do całości. Jak zasłoniłem się ręką, przerwał lanie, kazał mi ją usunąć, jak to nie działało, to mówił, że zaraz zawoła brata, aby mnie przetrzymał i dostanę 2 razy mocniej. łzy spływały mi po policzkach, ale ojciec był nieugięty. Później codziennie dostawałem 10 pasów dziennie - 5 rano i 5 wieczorem. Chyba ojcu chodziło o to, abym miał motywację do nauki. Co prawda tyłek był siny z pręgami, ale nauczkę miałem na całe życie. później w szkole był koszmar, tak mnie bolało siedzenie, że ledwo mogłem siedzieć. Ale musiałem, jakbym coś narozrabiał to dostał bym po tyłku już normalnie. Zwolnienia z wf nie dostałem, więc byłem bardzo ostrożny przy wykonywaniu różnych ćwiczeń. Sprawdzian zaliczyłem na 5. Zaległości też ładnie nadrobiłem, kilka dobrych ocen wpadło. Tato w nagrodę pozwolił mi być na dworze przez jeden dzień weekendowy, ale zaufanie długo musiałem odbudowywać. :evil:

paweł_75 - 2011-02-27, 11:42

ostro :!: masz gg andrzej :?:
andrzej_77 - 2011-02-27, 17:22

jasne, że mam :-)
andrzej_77 - 2011-02-27, 18:36

Niestety to lanie było ostre, bo mocno narozrabiałem, więc ojciec się wkurzył :roll: ciesze się, że nie oberwałem całości za jednym razem, bo chyba bym się zapłakał, ale i tak były mocne... To nie było jedyne tak mocne lanie jakie oberwałem, zdarzało się ich więcej, w życiu dostałem może z 7 takich ostrzejszych, dwa przypadki były też z bratem :mrgreen: jak tata wymierzał mu pasy - sam już płakałem 8-)
krzychu - 2011-03-01, 07:25

o matko święta, Andrzej, ale żeś oberwał, ale wagarów to się chyba odechciało :-D
andrzej_77 - 2011-03-02, 00:03

Za dzieciaka zawsze marzyłem o momencie, kiedy będę dorosły i ojciec nie będzie mnie karał laniem. Jednak teraz - po latach - muszę przyznać, że w pełni popieram metody wychowawcze rodziców. Życie daje boleśniejsze baty niż ojcowskie lanie. A to, że czasem tyłek zszczypał czy zabolał to już moja wina. Nauczyło mnie to tego, że za błędy czekaja na mnie konsekwencje.

[ Dodano: 2011-03-02, 00:17 ]
czasem wagarowałem :) ale się pilnowałem :mrgreen:

andrzej_77 - 2011-03-05, 07:53

a jak tam Wasze lańska po wywiadówce, za co dostaliście największe, najboleśniejsze, czy zdrazyło się tak, że się postawiliście/rozpłakaliście do tego stopnia, że udało wam się jego uniknąć?
Paweł_75 - 2011-03-05, 08:48

największe lańska były za wagary i to że sie nie przyznałem :oops: w technikum to czasem sam do tego już doprowadzałem a co do unikniecia to u mnie nic nie pomagało chyba raz tylko jak chory byłem to dostałem manto tydzień później :!:
andrzej_77 - 2011-03-05, 15:41

mi to ojciec raz zafundował lanie, gdy zachorowałem, nie dość że mnie bolało ze względu na gorączkę to jeszcze dostałem karne pasy :cry: :cry: Ok, należało mi się, ale... nie biłbym dziecka z gorączką :evil:
Krzysiek - 2011-05-05, 18:37

Ja tak jak mnie tata nauczył dalej spuszczam lania kuzynom za wywiadówki, jeden jest już 1 liceum, drugi 2 gimnazjum a rodzice za granicą. I zdarza się że dostaną i kilka razy w miesiącu głównie za wagary, bo jak pójdą bez mojej wiedzy jest lanie, a jak chodź zostawią kartkę że idą to nie ma. Wyjątek stanowią wagary w dniu klasówek wtedy lanie jest zawsze.

Zresztą u mnie w domu lanie po wywiadówce było dla zasady więc niezależnie od ocen dostawało się w dupę. Ja sam prosiłem ojca żeby bił mocno bo zwykle na drugi dzień organizowaliśmy w szatni na wf-ie konkurs na najbardziej zlany tyłek po zebraniu. I też mogłem chodzić na wagary za zgodą taty za urwanie się z lekcji czy ominięcie szkoły była rozmowa z paskiem.

Bobo - 2011-05-07, 15:53

Lanie było dla zasady i jeszcze prosiłeś ojca żeby mocno bił? :shock: To przecież karanie cię laniem nie miało sensu bo było wiadomo że ci to sprawia przyjemność. Twój ojciec był taki tępy że się nie zorientował czy obijanie twojego tyłka go rajcowało?
Krzysiek - 2011-05-07, 18:12

Bobo a przeczytałeś uważnie mój post. Mi otrzymanie lania nie sprawiało przyjemności, ale jak napisałem wcześniej mieliśmy z kolegami konkurs na ładniej obity tyłek, a ja mam rodzinnie tak że szybko tyłek zmienia kolor, ale słabo mi widać ślady po pasie. Dlatego prosiłem tatę żeby mocno lał, boleć bolało ale konkurs był ważniejszy od bólu.

Oczywiście jak lanie było za naprawdę złe oceny to tata lał znacznie mocniej niż jak było to lanie tylko dla zasady.

Bobo - 2011-05-07, 19:55

Przeczytałem uważnie kilka razy :-P Mógłbym zrozumieć gdybyś ojca jakoś prowokował do lania np. zrobił coś specjalnie ale żeby mówić wprost: "tato zbij mnie mocniej"? On się interesował tym dlaczego chcesz dostać? A takie lania "dla zasady" są demotywujące. Gdybym ja wiedział że po każdej wywiadówce dostanę lanie niezależnie od ocen to chyba bym się w ogóle przestał uczyć szczególnie z tych przedmiotów których nie lubiłem.
Krzysiek - 2011-05-08, 01:01

Owszem pierwszy raz się zapytał czemu chce mocniej dostać to powiedziałem tacie że mamy z chłopakami konkurs. Ja akurat zauważyłem że jak mnie dupa boli to szybciej się uczę nie wiem dlaczego ale tak było, gdybym olał naukę ,, bo dla zasady i tak dostanę w dupę " to po następnej wywiadówce dostałbym takie lańsko kablem że tyłek by mi odleciał. Oczywiście nie za wszystko dostawałem np. jedynki czy dwójki z matmy były tolerowane bo tak samo jak dziadek i tata ja i brat byliśmy lewi z matmy.
andrzej_77 - 2011-05-08, 06:44

No to miałeś fajnie z ocenami. U mnie jeśli w ciągu miesiąca od pojawienia się mamy lub taty na zebraniu wpadła jakaś pojedyncza ocena niedostateczna był spokój. Chyba, że to za przeszkadzanie na lekcji - jeśli się na tym kończyło - wtedy była kara . Gorzej jeśli było ich więcej (z tego samego przedmiotu) lub nie była to jedyna jedynka ze wszystkich przedmiotów. Często wtedy było lanie na gołe pośladki, ale wcześniej zawsze miałem szansę na swoją obronę oraz musiałem pokazać zeszyty albo te sprawdziany czy kartkówki, z których oblałem. Jeśli tata widział, że się starałem kończyło się na karze. Jeśli zobaczył, że była pusta kartka lub brak zadania domowego było ze mną źle. Zwykle na drugi dzień czułem wczorajsze pasy z taką siłą jakbym dostał je przed samym wyjściem do szkoły. Nigdy nie prowokowałem taty do mocniejszych razów, chyba że poprzez swoje nie właściwe zachowanie podczas kary - zasłanianie tyłka, kręcenie się, pyskowanie itp.
Beata - 2011-05-09, 00:44

Krzysiek a były jakieś nagrody w tych konkursach że Ci tak zależało na wygranej? Ja też takie konkursy miałam i często w nich wygrywałam ale tak naprawdę to cieszyłam się kiedy nie miałam z czym wystartować ;-) Patrząc na zbite tyłki koleżanek czułam naprawdę wielką radość, że tym razem mnie minęło :-)
Krzysiek - 2011-05-09, 08:34

Nagrodą było głównie uznanie kolegów i czasem wypad na pizzę po szkole nie zależało mi na wygranej tylko na wzięciu udziału i zawsze byłem 2 lub 3. Zawsze wygrywał kolega którego ojciec lał batem końskim.
drwal - 2011-05-09, 16:00

No a mojego kolegę to ojciec rżnął piłą mechaniczną Miał po tym straszne szramy na tyłku :lol:
Krzysiek - 2011-05-10, 00:12

Drwalu ja mieszkam na wsi i tu stosowało się bat koński, nawet andrzej_77 miał kolegę którego ojciec prał batem więc się nie śmiej bo nie ma czego.
Bobo - 2011-05-10, 19:34

A ten kolega od bata oczywiście też dostawał lania "dla zasady" i prosił ojca żeby bił mocno bo chce mieć ładne pręgi na konkurs ;-)
andrzej_77 - 2011-05-10, 20:30

Miałem, miałem, ale ojciec to był pijak, tyran i był bardzo surowy. zawsze mu współczułem - koledze rzecz jasna a nie ojcu ;-)
Krzysiek - 2011-05-11, 00:07

Bobo po prostu mój tata miał takie zasady że lał po każdej wywiadówce. Jak ja to mówię każdy człowiek jest inny i podłużny i poprzeczny. Ja mam taką skórę na tyłku że mi szybko czerwienieje np. ale śladów nie mam wyraźnych, a tu chodziło żeby ślady były w tym konkursie. Wiem jak kolega bardzo cierpiał od tego bata bo nie raz robiłem mu zastrzyk przeciwbólowy żeby mógł ćwiczyć na wf-ie i siedzieć na lekcjach.
drwal - 2011-05-11, 14:28

No a ja mojemu koledze zszywałem te szramy nicią chirurgiczną :lol:
Bobo - 2011-05-11, 15:47

Niektórzy forumowicze wyraźnie mają fioła na punkcie zastrzyków :-)
Krzysiek - 2011-05-11, 19:18

Bobo żadnego fioła na tym punkcie nie mam, chodź na tym też polega część mojej pracy. Zdecydowanie bardziej wolę obić tyłek kuzyna pasem niż go kłuć.
Bobo - 2011-05-13, 16:55

Na zbity tyłek do chyba trzeba zastosować jakąś maść a nie zastrzyk. A tu się okazuje że prosty wiejski chłopak umiał robić zastrzyki które zapewne kupował w sklepie GS "Samopomoc Chłopska" :lol:
Znafca - 2011-05-14, 13:15

Bobo w sklepach GS-u sprzedawano co prawda "środki przeciwbólowe" ale nadawały się one jedynie do zastosowań doustnych ewentualnie do nacierania ;-)
andrzej_77 - 2011-05-14, 21:52

są zastrzyki przeciwbólowe, jednak moi rodzice uważali, że jak się dostanie lanie, to należy je czuć :-/
Krzysiek - 2011-05-16, 00:50

Bobo ja tam medyczną rodzinę, ja od 6 roku życia bawiłem się igłami, więc potrafiłem mając naście lat zrobić zastrzyk, tym bardziej w tyłek gdzie nawet laik by sobie poradził. Ale zdecydowanie wolałem używać pasa i to zarówno na pupie brata i jak i sióstr.
Moi rodzice też uważali że lanie należy czuć dlatego zawsze po spotkaniu z pasem musiałem stać pod ścianą i nie dotykać spranego tyłka, żebym sobie przemyślał zachowanie i jego skutki.

andrzej_77 - 2011-05-16, 07:48

U mnie stanie w kącie miało swoje zastosowanie przede wszystkim jako kara dla małego dziecka (ja również ją stosuje na młodym). Jak się rozrabiało - za karę się tam stało. Jeśli się uciekało to mama z cierpliwością anielską brała za rękę i z powrotem tam zaprowadzała. Jak byliśmy z bratem nieznośni to strzelała nam klapsa. Podobnie było z ojcem, wtedy już najczęściej płacząc dochodziliśmy do siebie w kącie. Jako starszy chłopak kąt został zastąpiony twardym krzesłem, które miało swoje zastosowanie przeważnie po wywiadówkach, gdy musiałem odrobić pozostałe lekcje czy też się pouczyć. Siedzenie na nim było bardzo niekomfortowe.
Beata - 2011-05-17, 13:46

Krzysiek napisał/a:
Moi rodzice też uważali że lanie należy czuć dlatego zawsze po spotkaniu z pasem musiałem stać pod ścianą i nie dotykać spranego tyłka, żebym sobie przemyślał zachowanie i jego skutki.

O tak... Nie móc dotknąć dopiero co zbitego tyłka, to dopiero prawdziwa tortura :-(

Krzysiek a jak używałeś pasa na tyłkach siósr?

andrzej_77 - 2011-05-17, 18:29

Przynajmniej rodzic miał pewność, że doskonale wymierzył sprawiedliwość :mrgreen:
andrzej_77 - 2011-05-17, 18:30

a dupa po to była, żeby bolała, bo jak uszy nie słuchają co się do nich mówi, to przez tyłek momentalnie docierało ;-)
Krzysiek - 2011-05-18, 01:03

Witaj Beata
Jak używałem pasa na pupach sióstr, miałem dwie siostry ale pasem lałem tylko starszą Marikę ( starszą od drugiej siory, ja z bratem byliśmy starsi ). Zwykle tata mnie wołał po 16 roku życia do salonu, tam już była zapłakana siostra ładnie wypięta z nagą pupą na krześle, dawał pas i mówił wymierz sprawiedliwość więc nie chcąc zarobić lania lałem siostrę aż pupa nie była dość czerwona. Zwykle się obrażała, a przez całe lanie ryczała ale jak tata ją puścił z pod ściany gdzie stała po laniu przychodziła przytulała się i mówiła kochany braciszku, bo od brata mniej bolało. W sumie dostała ode mnie z 30 lań, ale żyjemy w zgodzie. chodź za dzieciaka były ostre bijatyki kończące się rozlewem krwi często i zajęciem dla taty w postaci łatania ofiar plastrem i bandażami, a potem laniem męskiej części dzieciarni.

Bart - 2011-05-24, 14:18

A dlaczego ojciec kazał tobie bić siostrę a nie robił tego sam? Moja siostra nie raz mnie tak zdenerwowała że miałem ochotę jej przylać ale tak pasem na polecenie ojca to bym jej chyba nie zbił. No i żałuj że wchodziłeś jak siostra była już gotowa bo kiedy dziewczyna się szykuje do lania to zwykle jest niezły ubaw :-)
Krzysiek - 2011-05-25, 00:08

Często tata lał siostrę sam, ale jak miałem 17-18 lat uczył mnie jak należy lać bo wiedział, że sam też będę pewnie lał. a siostra nawet wołała ode mnie bo mniej bolało, brata też czasem lałem jak zasłużył ( wagary, pyskowanie rodzicom ). A teraz ta wiedza mi się przydaje do opanowania nastoletnich kuzynów.
evi - 2011-05-30, 15:23

Bart napisał/a:
No i żałuj że wchodziłeś jak siostra była już gotowa bo kiedy dziewczyna się szykuje do lania to zwykle jest niezły ubaw :-)

A czym się tak ubawiłeś bo jak ja się szykowałam do lania to atmosfera była raczej pogrzebowa ;-)

Bart - 2011-06-01, 16:29

Siostra zwykle udawała odważną i chyba do ostatniej chwili była przekonana że lanie ją ominie ale kiedy usłyszała że ma spuszczać majtki to zaraz zaczynała beczeć i takim śmiesznym cienkim głosikiem prosiła żeby jej darować i obiecywała że się poprawi. Ojciec zwykle musiał na nią nieźle nakrzyczeć i postraszyć że dostanie więcej żeby w końcu odsłoniła tyłek. A ty spuszczałaś majtki całkiem bez emocji? ;-)
andrzej_77 - 2011-06-01, 22:56

Też takie cyrki odstawiałem :oops:
evi - 2011-06-02, 22:10

Bart napisał/a:
A ty spuszczałaś majtki całkiem bez emocji? ;-)

Z wielkimi emocjami. Ale ja nie udawałam odważnej. Jak czułam że grozi mi lanie to starałam się rozczulić rodziców wyjątkowo dobrym zachowaniem a kiedy rozmawiali ze mną o przewinieniu to bardzo się starałam im dać do zrozumienia że rozumiem swoją winę i bardzo żałuję tego co zrobiłam ;-) Nieraz udawało się w ten sposób warunkowo uniknąć lania ale kiedy jednak padało polecenie spuszczenia majtek to już pozostawał tylko płacz bo dobrze wiedziałam że nie ma dla mnie ratunku :cry:

Krzysiek - 2011-06-03, 01:03

Też to znam. U mnie najpierw była szczera rozmowa o przewinieniu, a potem lanie jako chłopakowi nie wypadało mi płakać i rozczulać się nad sobą. Posłusznie się rozbierałem i wystawiałem tyłek do lania innego wyjścia nie miałem, czasem udało się przekonać tatę do zastosowania innej metody karania równie bolesnej zwykle.
xxo - 2011-06-28, 10:35

Kuzynów bijesz często pasem? Używasz tego samego pasa którym dawałeś lanie siostrze?
Kasia - 2011-06-29, 01:45

Poszłysmy z kuzynką na wagary. Ona wpadła i powiedziała swojej matce że to ja ją namówiłam. Przyszły obie do nas do domu. Obie matki zdecydowały że ukaraja nas razem.Usłyszałyśmy "przygotujcie sie do kary, szykowac pupska".musiałyśmy rozebrać sie od pasa w dół. Z gołymi tyłkami stałyśmy i czekałyśmy na kare.Przyniosły pas i smycz. Najpierw ona potem ja dostałyśmy. po 30 pasów i 20 smyczy. Kładłyśmy sie na tapczanie i wypinałyśmy tyłki.Bolało bardzo przez pare dni.
Krzysiek - 2011-06-29, 08:52

Witaj xxo

Kuzynów bije jak zasłużą pasa używam innego, bo taki jakim biłem siostrę dostanę od taty dopiero gdy mój syn skończy 11 lat.

szkieletor - 2011-07-01, 18:57

Byłem uczniem raczej średnim.Były czwórki,czasem trafila sie trójka i bardzo rzadko piątka.Więc lania po wywiadówkach nie bałem się.Bardziej fałszywego oskarżenia nauczycielki na moje złe zachowanie i nie słuchanie się jej.Niestety mama jej wierzyła nie mnie
Beata - 2011-07-28, 21:37

A jaka była przyczyna tych fałszywych oskarżeń? Robiły to specjalnie czy po prostu dlatego, że np. pomyliły Cię z kimś innym? ;-)
szkieletor - 2011-07-29, 13:43

Nie wiem Beata,myśle ze instyktownie wybierała takie osoby(chlopców ) małomównych,wstydliwych .Takich którzy nie bedą sie bronić i skarżyć rodzicom.Kiedys mnie wzieła podczas przerwy do klasy z kolega i wmówiła nam ,że zamiast spacerować grzecznie po korytarzu to rozrabiamy.Nie uzywała słów lanie,ale powiedziała ,że zostaniemy ukarani.Kazała nam się przygotować .Ja nie wiedziałem o co chodzi,ale kolega zaczął rozpinać spodnie.Gdy spodnie opadły mu do kolan i miał już zsunąć slipki powiedziała wystarczy i kazała mu podciągnąć spodnie i wyjść z klasy.Potem zwróciła się do mnie " a ty na co czekasz ".Stałem wystraszony i zawstydzony i nic nie robiłem .Uratował mnie dzwonek na lekcje.Potem ta nauczycielka poskarżyła się mojej mamie ,że ja się jej nie słucham.Któregoś dnia kazała przyjść po lekcjach mojej mamie .W mojej obecności powiedziała mamie,że rozrabiam na korytarzu,nie słucham się jej .Powiedziała ,że chciała mnie sama ukarać i nie fatygować mamy ale ja nie wykonuje jej poleceń.Mama wkurzyła się na mnie już w klasie powiedziała do mnie ,poczekaj jak wrócimy do domu to na tylku nie usiądziesz.Nauczycielka widać było ,że była zadowolona tym obrotem sprawy,bo powiedziała mamie:widze,że sie rozumiemy .Czasem trzeba użyc mocniejszych argumentów jak chlopak nie słucha się.Potem nauczycielka poprosiła mnie abym poczekał na korytarzu.Nie wiem o czym rozmawiali ale skutek tej rozmowy był taki,że jak wrócilem do klasy nauczycielka powiedziała : No Piotrus dokonczymy to,co przerwaliśmy ostatnio w klasie.No i żeby oszczedzic pisania musialem opuścic spodnie i slipki.
Beltita - 2011-07-29, 16:20

U mnie z ocenami było ok, ale za to z frekwencją... :shock: :shock: aby 51% wyciagnąć ,przez frekwencje wszystko szło wpizduuu.Zdarzyl się nawet komis za nieklasyfikowanie,lecz wyszło się z tego cało.
Osobiscie nigdy nie miałam stycznosci z osobami,które były karane za szkołę.......więc tak was sobie tutaj poczytuje, co tam ;-) :-P

niegrzeczna - 2011-07-29, 16:40

ja tez dostawalam w domu za oceny jak ojciec wracal z wywiadowki odrazu wchodzil do mnie do pokoju kazal i zejsc na dol i przyniesc pasek rozebrac sie i wystawic tylek lal mnie ile sie dalo za oceny i za zachowanie mialam problemy z ocenami poniewaz nie chcialo mi sie uczyc ale w ostatniej klasie gm tak mnie ojciec zmotywowal pasem ze mialam swiadectwo z paskiem a w 2 gm mialam poprawke wiec przez cale wakacje pasek wisial w pokoju i dostawalam regularnie raz w tygodniu moj tylek mial spotkanie z paskiem strasznie bolalo a przed samym egzaminem poprawnym tak mialam zlany tylek ze nie moglam siedziec przez cale wakacje raz w tygodniu to zawsze bylo w sobote ojciec przepytywal mnie z tego co sie uczylam w jednej rece mial moj zeszyt a w drugiej mial pasek i jak cos zle powiedzialam to dostawalam w dupe a po zakonczeniu przepytywania dostawalam zawse 10 razy za poprawke a przy okazji sie zdazaly inne przewinienia ale nigdy nie zapomne tego strachu jak moj ojciec byl na wywiadowce raz dostal wezwanie do szkoly za moje zachowanie to dostalam przy wychowawcy pare klapsow dobrze ze przez spodnie a w domu poprawke :oops: :-( ja mialam takiego wychowawce co popieral bicie paskiem :-(
niegrzeczna - 2011-07-29, 16:40

ja tez dostawalam w domu za oceny jak ojciec wracal z wywiadowki odrazu wchodzil do mnie do pokoju kazal i zejsc na dol i przyniesc pasek rozebrac sie i wystawic tylek lal mnie ile sie dalo za oceny i za zachowanie mialam problemy z ocenami poniewaz nie chcialo mi sie uczyc ale w ostatniej klasie gm tak mnie ojciec zmotywowal pasem ze mialam swiadectwo z paskiem a w 2 gm mialam poprawke wiec przez cale wakacje pasek wisial w pokoju i dostawalam regularnie raz w tygodniu moj tylek mial spotkanie z paskiem strasznie bolalo a przed samym egzaminem poprawnym tak mialam zlany tylek ze nie moglam siedziec przez cale wakacje raz w tygodniu to zawsze bylo w sobote ojciec przepytywal mnie z tego co sie uczylam w jednej rece mial moj zeszyt a w drugiej mial pasek i jak cos zle powiedzialam to dostawalam w dupe a po zakonczeniu przepytywania dostawalam zawse 10 razy za poprawke a przy okazji sie zdazaly inne przewinienia ale nigdy nie zapomne tego strachu jak moj ojciec byl na wywiadowce raz dostal wezwanie do szkoly za moje zachowanie to dostalam przy wychowawcy pare klapsow dobrze ze przez spodnie a w domu poprawke :oops: :-( ja mialam takiego wychowawce co popieral bicie paskiem :-(
Beata - 2011-07-29, 21:54

szkieletor napisał/a:
Nie wiem Beata,myśle ze instyktownie wybierała takie osoby(chlopców ) małomównych,wstydliwych .Takich którzy nie bedą sie bronić i skarżyć rodzicom.

Ja też byłam "ulubienicą" nauczycieli ale z powodów wręcz przeciwnych. Byłam dzieckiem bardzo śmiałym, krnąbrnym i pyskatym. "Gnębili" mnie żeby ostudzić mój temperament i pokazać mi "miejsce w szeregu". A jak się trochę uspokoiłam to mi odpuszczali. Oczywiście w podobny sposób byli traktowani również inni "energiczni" uczniowie. Wśród nauczycielek było też kilka fanatyczek lania. Kiedy tylko któraś dowiedziała się, że z powodu jej skarg ktoś dostał lanie to wcale nie kryła swojej satysfakcji :-(

szkieletor - 2011-07-30, 19:57

Zastanawiając się dalej nad tym tematem myślę ,po latach,że nauczycielkę tą trochę to rajcowało.Była to młoda osoba,świeżo po studiach.Przyszła na zastępstwo do naszej klasy na pół roku(bo nasza pani urodziła dziecko).Myślę ,że lubiła mieć tą "władzę" nad uczniami.Sprawiało jej chyba przyjemność zawstydzenie chłopców w okresie dojrzewania.Instynktownie wybierała uczniów (chyba tylko chłopców) nieśmiałych,małomównych bo zdawała sobie pewnie sprawę,że śmielszy chłopiec mógł się poskarżyć rodzicom.A nie wszyscy pewnie rodzice by to tolerowali.I mogła by mieć nie przyjemności z tego tytułu.
szkieletor - 2011-07-30, 20:01

Beata mam pytanie czy od nauczycieli dostałaś po gołej pupie ? W jakim wieku i jak to w skrócie przebiegało ?
Beata - 2011-07-30, 20:14

Nie dostałam nigdy od nauczycieli ani po gołej ani po ubranej :-P Myślę, że tata by na takie coś nie pozwolił. Nauczyciele nie musieli się trudzić osobiście bo dobrze wiedzieli, że jak się dobrze naskarży tacie to on odwali "brudną robotę" i od następnego dnia przez jakiś czas będę grzeczna i spokojna ;-)
szkieletor - 2011-07-30, 20:29

Beata moze pogadamy na GG ?
Beata - 2011-07-30, 20:33

Nie pogadamy bo ja tego nie używam :-P
szkieletor - 2011-07-30, 20:34

no szkoda,a w jakis inny sposob ?
Beata - 2011-07-30, 20:40

Nie ma innych sposobów Mój Ty Podrywaczu :-P
szkieletor - 2011-07-30, 20:42

Beatko po prostu nie chce mi się pisać ,a wiem,ze jesteś teraz obecna na forum
szkieletor - 2011-07-31, 12:56

Wśród nauczycielek było też kilka fanatyczek lania. Kiedy tylko któraś dowiedziała się, że z powodu jej skarg ktoś dostał lanie to wcale nie kryła swojej satysfakcji :-(
Powiedz Beato czy często dostawałaś po skargach nauczycieli i czy rodzice wierzyli im czy próbowali z tobą rozmawiać o tym co zrobiłaś ? Do jakiego wieku dostawałaś,czym ,jak i od kogo ?

szkieletor - 2011-07-31, 12:58

sory znów mi nie wyszło,te pierwsze zdanie Beatko to oczywiście cytat z twojej wypowiedzi
szkieletor - 2011-07-31, 13:03

Cytat:
Wśród nauczycielek było też kilka fanatyczek lania. Kiedy tylko któraś dowiedziała się, że z powodu jej skarg ktoś dostał lanie to wcale nie kryła swojej satysfakcji :-(

No udało mi się ,wreszcie nauczyłem się cytować

Bobo - 2011-07-31, 15:20

szkieletor napisał/a:
Do jakiego wieku dostawałaś,czym ,jak i od kogo ?

O tym już było wiele razy pisane. Wysil się trochę i sobie poszukaj zamiast w kółko zawracać głowę naszej Beacie bo w końcu się zniechęci i przestanie tu zaglądać :evil:

szkieletor - 2011-08-01, 21:48

Cytat:
szkieletor napisał/a:
Do jakiego wieku dostawałaś,czym ,jak i od kogo ?

O tym już było wiele razy pisane. Wysil się trochę i sobie poszukaj zamiast w kółko zawracać głowę naszej Beacie bo w końcu się zniechęci i przestanie tu zaglądać :evil:

Zrugałeś mnie Bobo i zmobilizowałem się do przeczytania wszystkich postów i wiem,że Beatka dostawała na goła pupe do 16 lat.
Mam nadzieję,że nie zraziłem Beatki i bedzie pisać jeszcze na forum

Beata - 2011-08-04, 21:15

Na razie się nie zniechęciłam ale w przyszłości to kto wie... ;-)

szkieletor napisał/a:
Powiedz Beato czy często dostawałaś po skargach nauczycieli i czy rodzice wierzyli im czy próbowali z tobą rozmawiać o tym co zrobiłaś ?

To różnie bywało w różnym wieku. Najbardziej nieznośna byłam w 6 i 7 klasie. Rodzice dowiadywali się o moim zachowaniu na wywiadówkach ale czasem też przypadkiem gdzieś potykali nauczycieli. No i bywały też specjalne wezwania do szkoły :-( Całkiem bezpodstawnych oskarżeń nie musiałam się obawiać bo tata potrafił wyczuć "lipę" i nieraz zrobił solidną awanturę w mojej obronie. Ze skargami uzasadnionymi ale wyolbrzymionymi bywało różnie. Jak powiedziałam prawdę to wierzył mi a jak próbowałam coś kręcić i tata się na tym poznał to wierzył w to co usłyszał w szkole :-(

szkieletor - 2011-08-06, 12:54

Cytat:
Całkiem bezpodstawnych oskarżeń nie musiałam się obawiać bo tata potrafił wyczuć "lipę" i nieraz zrobił solidną awanturę w mojej obronie. Ze skargami uzasadnionymi ale wyolbrzymionymi bywało różnie. Jak powiedziałam prawdę to wierzył mi a jak próbowałam coś kręcić i tata się na tym poznał to wierzył w to co usłyszał w szkole :-(

To miałaś bardzo rozsądnych rodziców i mądrych.Podejście moich rodziców do tego co powiedziała nauczycielka było takie,że traktowali jej słowa jak świętość.Sami nie byli zbytnio wykształceni więc myślę ,że dla nich nauczyciel był autorytetem.Nauczycielka jak na mnie skarżyła to nie powiedziała dlaczego nie słuchałem się jej.Nie słuchałem się jej bo w wieku 13 lat kazała mi spuścić majtki w klasie.Pomijam czy wg niej był do tego powód.

Beata - 2011-08-06, 21:18

Moi rodzice byli rozsądni i mądrzy ale ja zwykle nie byłam. Często próbowałam coś kręcić zwykle z bardzo bolesnymi konsekwencjami :-( Oprócz skarg na zachowanie nauczyciele mieli też pewny i skuteczny sposób na odegranie się na uczniu. Starali się wlepić mu dwóję a najlepiej kilka. Wtedy mieli pewność, że dostanie w domu ostre wciry bo za dwóje to chyba wszyscy wtedy dostawali.
andrzej_77 - 2011-08-06, 22:54

u nas nauczyciele za niewłaściwe zachowanie stawiali dwóje, co się później w domu działo, rzeź winiątek :) jak miałem tak do 10-11 lat już przed laniem błagałem tatę (on wymierzał lanie) o darowanie kary. Często na mnie się wtedy darł, zwłaszcza jak było po kilka dwój z jednego przedmiotu, bo one też doliczały się do średniej przy wystawianiu oceny :cry: i lał tak, że na drugi dzień ledwo z łożka wstawałem, ale za to w szkole siedziałem cicho i za bardzo nie przeszkadzałem na lekcjach :roll: A po szkole często czekała na mnie jeszcze jakaś kara, którą tata zapisywał na karteczce, np. posprzątanie pokoju, zakaz oglądania TV czy zakaz wyjścia na dwór. Z tym ostatnim było tak, ze tata i mama pracowali, ale czasem jak mieliśmy szlaban na wyjścia lubili wpaść wcześniej i nas sprawdzić, Brat raz podpadł. Baty potem latały jak szalone i po szkole nie wracał do domu tylko do taty do pracy i z nim wracał do domu aż do końca szlabanu
dwójarz - 2011-08-07, 01:01

Dwóje za zachowanie? Pierwsze słyszę.
andrzej_77 - 2011-08-07, 07:45

Nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
Może zbyt ogólnie napisałem, stawiali dwóje przede wszystkim za to, że się ich nie słuchało. Jak mocno przekadzałem na lekcji, zaraz ktoś mnie pytał o to, o czym rozmawiamy, jak nie wiedziałem w rubryce ocen aktywnościowych/zachowanie lądowała piękna dwójka :cry:

za dwoje to nie - 2011-08-07, 12:34

mi za dwóje sie nigdy nie dostało,więc nie wszyscy dostawali za to,u mnie w klasie były z 2-3 osoby bite za oceny ,pozostala reszta już nie .Ale "po kozie" często się zostawało, wten czas byly długie spoźnienia i "kozy" nie dało sie ukryć, jak nie kilka minut a tyle czasu wynosiło spónienie
Beata - 2011-08-08, 22:04

dwójarz napisał/a:
Dwóje za zachowanie? Pierwsze słyszę.

To nie były dwóje za zachowanie tylko takie zwyczajne, najczęściej z odpowiedzi albo ze sprawdzianu. Tylko nałogowy kujon jest zawsze przygotowany do lekcji. U normalnych uczniów to różnie bywa ;-) Jak nauczycielka wyczuła, że akurat mam ten "słabszy dzień" to mogła zatriumfować :-( A potem, jak chciałam się zgłosić żeby poprawić ocenę to mnie ignorowała.

szkieletor - 2011-08-09, 13:06

Beata napisał/a:
To nie były dwóje za zachowanie tylko takie zwyczajne, najczęściej z odpowiedzi albo ze sprawdzianu. Tylko nałogowy kujon jest zawsze przygotowany do lekcji. U normalnych uczniów to różnie bywa ;-) Jak nauczycielka wyczuła, że akurat mam ten "słabszy dzień" to mogła zatriumfować :-( A potem, jak chciałam się zgłosić żeby poprawić ocenę to mnie ignorowała.

Dokładnie tak było jak napisała Beata ! Jak uczeń był nieznośny nauczycielka brała go do odpowiedzi i biedak się męczył przy tablicy.A zwykle był pytany z tego czego akurat nie wiedział.U mnie w klasie było akurat tak,że nauczycielka taka dwóje wpisywała ołówkiem.Na drugi dzień można było się poprawić .Jeśli nie dwója "ołówkowa" zamieniała się na tą wpisaną długopisem

andrzej_77 - 2011-08-09, 14:33

U mnie z kolei była wpisywana długopisem i raczej nie była jakoś wykreślana czy zakreślana. Zwykle na następną lekcję też się za bardzo nie uczyłem tylko reagowałem na polecenia, ale im mniej czasu pozostawało do wywiadówki tym częściej zgłaszałem się do odpowiedzi, ale zwykle i tak pytała kogoś innego :-x :cry: :shock:
Moni - 2011-08-10, 13:29

Beata napisał/a:
To nie były dwóje za zachowanie tylko takie zwyczajne, najczęściej z odpowiedzi albo ze sprawdzianu.

Jeśli były normalne skargi i uwagi za zachowanie to po co jeszcze dwóje? I co na to twój tata?

Beata - 2011-08-11, 14:09

Dwóje mogły być stawiane profilaktycznie - jak ją dostałam to byłam grzeczniejsza żeby nauczycielka pozwoliła mi ją poprawić, dodatkowo oprócz skargi dla wzmocnienia efektu odczuwalnego na tyłku albo zamiast skargi. Na przykład kiedyś z koleżanką rozpowiadałyśmy nieprzyzwoite plotki o jednej z nauczycielek i ona się o tym dowiedziała. W tych plotkach było całkiem spore ziarno prawdy więc nauczycielka wolała nie robić rozgłosu. Oficjalnie na nas nie naskarżyła ale przez długi czas miała nas na oku i nie przepuściła żadnej okazji :-( Po kilku kolejnych wywiadówkach boleśnie odczuwałyśmy skutki naszego występku :cry:
Tata na pewno nie raz się domyślał w czym rzecz ale twierdził, że jeśli byłam spytana z tematu który powinnam umieć i nie odpowiedziałam to dwója się należy a za dwóje należą się pasy :-( Zaś nauczyciel ma prawo mnie pytać nawet na kazdej lekcji a ja do kazdej lekcji mam obowiązek być przygotowana. A jeśli podpadłam to muszę trochę pocierpieć i to może mnie czegoś nauczy.

Bobo - 2011-08-12, 13:50

Beato, twój tatuś to bardzo rozsądny i mądry człowiek.
Beata - 2011-08-17, 20:35

Dziękuję w imieniu tatusia :-)
kujon - 2011-08-18, 13:11

Skoro dwóje były sprawiedliwe to o co "rozdzierać szaty"?
Beata - 2011-08-18, 20:53

Sprawiedliwość ma różne oblicza :-P Kiedy nauczycielka pytała jakiegoś swojego pupila to dostawał łatwe pytanie a jak sobie nie radził to jeszcze jakieś pytanie "ratunkowe". Z uczniem który akurat podpadł było odwrotnie. Trudne pytanie na poczatek i jak się mu odpowiedź nie kleiła to od razu: "siadaj, dwója!" albo jeszcze jakieś pytanie "dobijające" :-( Potem trudno było tą dwóję poprawić bo nauczycielka go ignorowała kiedy sie zgłaszał do odpowiedzi. A jak chciał poprawić ocenę na semestr lub koniec roku to słyszał: " nie mam obowiązku cię pytać, możesz sobie pisać egzamin komisyjny". Dopiero jak uczeń się odpowiednio ukorzył to mógł liczyć na bardziej przychylne traktowanie.
arkus - 2011-08-20, 13:44

Mój sąsiad wobec swojej córy stosował taką zasadę, że jak przyniosła do domu trójczynę to w ruch szedł pas. Zawsze mówił że spuszcza jej lanie profilaktycznie żeby nie dostała dwói ( jedynek jeszcze nie było ). Dziewczyna miała ciężki żywot do końca podstawówki. Wiele razy słyszałem przez ścianę strzelanie pasa i jej płacz. Ja byłem młodszy od niej o dwa lata i z uchem przyklejonym do ściany nasłuchiwałem jak brała w skórę. Każde lanie trwało ładnych parę minut i sądząc po odgłosach, było bolesne.
Często my byliśmy z wizytą u nich, równie często oni u nas.W tych czasach telewizja była słabiutko rozwinięta i kwitło międzysąsiedzkie życie towarzyskie. Nasi rodzice rozmawiali na różne tematy, ale regularnie schodziło na szkołę czy ogólnie na wychowanie dzieci. Sąsiad zawsze podkreślał, że często używa paska i że jak tylko córka opuści się w szkole spuszcza jej mocne lanie. Zresztą w kwestii samego lania nasi rodzice osiągęli pełną zgodność poglądów, mój tyłek też mógłby coś opowiedzieć. Któregoś razu okazało się, że dostała tróję na szynach i na końcu spotkania, jak już się żegnaliśmy sąsiad po prostu kazał jej przynieść pasek i przyszykować się do lania. Możecie się domyślać, że jak tylko wszedłem do swojego pokoju natychmiast przylepiłem się do ściany i dokładnie słyszałem charakterystyczne trzaskanie pasa spadającego na goły tyłek, bo przez ubranie jest bardziej przytłumione. Natomiast od niej samej nigdy nie słyszałem potwierdzenia. Dwa lata różnicy na jej korzyść to jednak dużo i zawsze traktowała mnie jak nic nie wartego szmundka.

andrzej_77 - 2011-08-21, 07:54

Jednak kiedyś to były czasy ... :)
Teraz praktycznie nikt po tyłku po zebraniach nie dostaje, uczniowie robią co chcą, bo wiedzą, że rodzice zamiast ich ukarać - staną po ich stronie i powiedzą nauczycielowi co o nim myślą..

Krzysiek - 2011-08-21, 09:48

Witaj andrzej_77

Trochę się mylisz, u mnie tradycja lania po wywiadówce nie umarła śmiercią naturalną i moje chłopaki wiedzą, że po wywiadówce poczują solidnie pas na swoich tyłkach. Jak żle się uczą, albo narozrabiają w szkole to wiedzą, że nie będzie zmiłuj i przez 2 dni będę mieli problemy z siedzeniem.

andrzej_77 - 2011-08-21, 11:54

Krzysiek, nie napisałem że wszyscy tylko praktycznie wszyscy mając na uwadze Twoje tradycje rodzinne :) Jeśli źle to ująłem to sorry :-)
Sam się zastanawiam nad formą kary dla moich dzieci, ale zanim one pójdą do szkoły to troszkę czasu minie :)

Znafca - 2011-08-21, 13:20

Państwo wybawi cię z kłopotu :-P Twoje dzieci pewnie już w przedszkolu zostaną "uświadomione" że klaps to zbrodnia i jak się go dostanie to trzeba natychmiast dzwonić na policję. Pozostaną ci więc biedaku tylko metody superniani :lol:
andrzej_77 - 2011-08-21, 17:08

Mój starszy syn w tym roku idzie do zerówki :) W przedszkolu nie było tego typu pogadanki. Sam dwa razy sprzedałem mu kilka klapsów za jego niewłaściwe zachowanie i też tragedii nie było :-P grunt to wychowywać z głową i wszystko dzieciom tłumaczyć, a jak to nieskutkuje to pomyśleć o karze.
Krzysiek - 2011-08-21, 18:37

Sorka andrzeju źle zrozumiałem twój post. Spoko w Polsce prawo jest martwe u nas wychowanie pasem jest tradycją, a prawo zakazujące bicia jest po to żeby można było tępić tych który masakrują własne dzieci. Sam widziałem jak moja ciotka wlała pasem na gołą dupę swojemu synowi, a jest przedstawicielem wymiaru sprawiedliwości prokuratorem.
nie popadajmy w paranoje - 2011-08-21, 23:51

bez przegiecia!! za klapsa/klapsy nikt tobie nie zabierze dziecka,zwlaszcza że sa to klapsy wychowawcze, a nie na celu wyżycia się bo masz zły dzień,i nie wierzcie w takie bzdury ze za klapa jakis rodzic bedzie ponosil konsekwencje prawne,nonsens, ale za lanie pasem to juz kłopoty możesz miec powazne, tym bardziej że pas pozostawia slady niekiedy bardzo widozne i kolorystyczne, i jak są slady na ciele dziecka po biciu no to..wiadomo..były by nieprzyjemności jesli wyszło by to na jaw to.Sam jestem przeciwnikiem uderzania tak zeby jakies, wybroczyny,rozlane podskórne krwiaki na skórze sie pojawiały, to jeste dla mnie juz ponad norme do zaakceptowania! Jakbym jakies dziecko zobaczyl ze sladami pobicia no to nie wiem czy tak żadnej reakcji nie powinno byc od osób drugich, ..chyba trzeba inf.odpowiednie instytucje jesli widzi sie dziecko pobite z wyraźnymi sladami bicia pasa,kabla itd..a są to charakterystyczne ślady.Więc jest to kolosalna róznica miedzy klapsami a biciem do długotrwalych zasinien,krwiaków bruzd,czy przecięc skóry

Tak na marginesie ,ciotki synek wtedy ile miał lat??

Krzysiek - 2011-08-22, 08:43

Kuzyn ma 13 i dostał w tym roku. Osobiście uważam że klapsy są oki przy wychowaniu, ale już nastolatek wymaga mocniejszej persfazji na tyłku niż klapsy, oczywiście nie mam na myśli lańska aż dupa będzie sina, ale niekiedy trzeba tak wlać szczylowi żeby miał kolorek przynajmniej bordowy na dupie. Pozdrawiam
andrzej_77 - 2011-08-22, 12:50

Mój ojciec za pierwszym razem to zrobił mi taką awanturę za te 2 sprzedane synowi klapsy, że ho ho. Miałem ochotę wypomnieć mu o jego metodach wychowawczych. Porównujac te dwa razy ręką na spodnie do razów pasem czy kablem na goły tyłek to jakporównać mrówkę do słonia :) ale później sam chciałem go upomnieć, jak bez mojej zgody sprzedal wnukowi kilka mocnych klapsów :roll:
..... - 2011-08-22, 15:18

co do nastolatków to już innym okiem patrze niz na kilku letnie dziecko, jakos wten czas moja humanitarnośc znacznie maleje heehee :-P .Nastolatka nie uszkodzisz tak jak małe dziecko,więc oczywiscie ze do nastoletniej osoby, ktora posiada rozum, a nie umie go wykorzystac w prawidłowy sposób,wten czas trzeba cięzkie środki przymusu zastosować,ale podkesrelam dzieciaka ktory ma nascie lat a nie kilka.Wkurza mnie przemądrzałosc i bezkarnośc gimnazjalistów, myslacych jacy to oni dorosli, żądzący się swoimi prawami,nie repektujacych niczyjego zdania.Do nich to trzeba juz bez ciumkania podchodzic
andrzej_77 - 2011-08-22, 16:44

za moich czasów to ja sam jak taki ciumkacz podchodził bym do ojca i prosił o wybaczenie - jeśli robiłbym to, co opisałeś w swoim poście. I tak było niejednokrotnie, ale zwykle kończyło się na podaniu ręki na zgodę po tym jak wcześniej już się uspokoiłem i przemyślałem to, co zmajstrowałem. tata nie żalował ani ręki ani pasa czy kabla
Krzysiek - 2011-08-22, 19:13

U mnie moi 2 dawaj gimnazjaliści rozrabiają w szkole jak wszyscy, ale wiedzą że jak przegną to będzie bolesna rozmowa z pasem (kabla raczej nie używam ), także nie mam kłopotu z trzymanie ich w ryzach, bym bardziej że wolą lanie dostać niż mieć szlaban i zabrane kieszonkowe. A też uważam że uczniowie gimnazjów powinni od rodziców obrywać bo dupach i to solidnie, tu też w gimnazjach dopuszczone powinny być kary cielesne wymierzane przez nauczycieli wtedy młodzież gimnazjalna nie była by taka do przodu z dorosłością.
Beata - 2011-08-23, 13:39

Dzieci powinny dostawać w skórę tylko od rodziców. Danie takich uprawnień nauczycielom to głupota. Przed wojną i tuż po niej nauczyciele może byli ludźmi z klasą ale ci PRL-owskiego chowu i współcześni to miernoty i życiowi nieudacznicy. Takie uprawnienia posłużyły by im tylko do odreagowywania własnych kompleksów a nie do wychowywania młodzieży :-P
...... - 2011-08-23, 17:02

Uwazam ze kary cielesne powinni stosowac rodzice, nikt inny nie ma do tego prawa, nawet i dziadkowie, wujkowie, ciotkowie także absolutnie nie.Jeżeli jest przewinienie jakies w tym czasie sie powiadamia o tym rodzica , a swoje nerwy niech zatrzymają na własne dzieci.Dziadkowie juz mieli pole do popisu do własnych latorosachi,i niech zostawią kwestie dyscyplinowania to w rękach swoich potomków.Wiekszośc nauczycieli w obecnych czasach to kompletne niemoty i sfrustrowane wypierdki społeczne, które widząc mgr.przed nazwiskiem swoim ,całkowicie dostają małpiego rozumu.Kiedyś ukończyć studia i zostać nauczycielem to było COŚ, a teraz to nawet można sobie ten papierek kupić, i czuc sie jak Pan i WłaTCa :-| Obecnie na studia nauczycielskie przewaznie idą teraz ludzie bez pomysłu na życie,aby tylko mieć te wyzsze.Osobscie szanuje nauczycieli, ze starszego pokolenia a nie z tego modern wypustu pedagogicznego,zwłaszcza zaocznego i wielki Pan profesor z pawimi piórkami po prywatnej szkółce w zadupowie
andrzej_77 - 2011-08-23, 17:43

Do ......

Masz już może swoje dzieci?:)

....... - 2011-08-23, 18:58

Swoich biologicznych dzieci nie posiadam, ale za to moja druga połówka ma córkę(teraz 4 klasa)Mieszkamy ze sobą od kilku lat.Lubie spanking i moja druga połowa takze ma takie same zainteresowania,ale w lekkim stopniu,takie klepanie,nic wiecej
Paweł_75 - 2011-08-24, 10:56

A jak byś postępował mając syna np w wieku 10-17 lat?
Bobo - 2011-08-24, 13:45

Ja to bym takiego lał profilaktycznie minimum 3 razy dziennie po 50 razy kablem :evil: Zaspokojony jesteś? :mrgreen:
Beata - 2011-08-26, 13:03

Bobo, chyba wszyscy są zszokowani Twoją brutalnością bo dyskusja nagle zamarła ;-)
Bobo - 2011-08-26, 15:57

Takich "brutalnych" zwierzeń Paweł_75 chyba oczekiwał ;-) Czego się nie robi dla przyjaciela :mrgreen:
coma251 - 2011-08-26, 19:00

najfajniej jest kiedy osoba jest ładna (jest kobietom )
cwelik - 2011-08-26, 20:39

Fajniej jak jest menszczyznom ale ładny oczywiście musi być.
Max - 2011-09-08, 22:18

Cytat:
U mnie moi 2 dawaj gimnazjaliści rozrabiają w szkole jak wszyscy, ale wiedzą że jak przegną to będzie bolesna rozmowa z pasem (kabla raczej nie używam ), także nie mam kłopotu z trzymanie ich w ryzach, bym bardziej że wolą lanie dostać niż mieć szlaban i zabrane kieszonkowe.


Przepraszam, ale jak należy rozumieć zdanie "kabla raczej nie używam"?[/quote]

Bobo - 2011-09-11, 15:51

To chyba chodzi o to że on ma w domu router bezprzewodowy.
Krzysiek - 2011-09-12, 19:37

Bobo

Mam w domu i internet bezprzewodowy i kablowy też. Ale w zdaniu "kabla raczej nie używam", chodzi o to że spuszczam lanie głównie pasem, a kabel to ostateczność. Pozdrawiam

Znafca - 2011-09-29, 14:50

No i doczekalismy się! Gonienie leniuchów do nauki stało się zbrodnią :lol:
ostroznie z tym - 2011-09-29, 16:41

Znafca napisał/a:
No i doczekalismy się! Gonienie leniuchów do nauki stało się zbrodnią :lol:



Radziłbym raczej powtrzymac sie od smiechów w tej sprawie.Jest postawiony zarzut znęcania sie ,i nie mozna wykluczyc ze w polsce nie ma takiego zjawiska jak przemoc domowa,znecanie sie nad rodziną, sie ,bo jest i to na szeroka skale.Prokuratura i psychiatrzy zgodnie stwierdzili ze doszlo do długoletniego znecania sie i takich oprawców trzeba tępić a nie popierać ich w karygodnych czynach,i wysmiewać instytucje,ktore zajmuja sie ofiarami przemocy domowej.W moim sąsiedztwie panowala przemoc dom i nawet nie wiecie jak te ofiary są bezradne gdy kat jest bezkarny

Krzysiek - 2011-09-29, 19:31

Za takie znęcanie to kara się należy. Co innego lanie za wywiadówkę ( u mnie było dzisiaj wymierzone ), a co innego psychiczne dręczenie i poniżanie. Tym bardziej że ta kobieta doprowadziła do tego, że jej własna córka próbowała się zabić.
popieram - 2011-09-29, 20:02

Żaden rozsądny kochający rodzic nie doprowadzi do tego aby wlasne dziecko wtargnelo na wlasne zycie.Ponizanie, wyzywanie.,szarpanie,znecanie psychiczne i fiz. powinno bys bezlitosnie karane zwlaszca ze dziewczynki mialy 8-9 lat kiedy to sie zaczelo.Żadne dziecko nie zalsuguje na ublizanie,pastwienie sie emocjonalne nad nim,i ponizanie, a rany w psychice o wiele są bardziej dotkliwe.Z tym nie ma zartów

Krzysiooo?!!! opisz przebieg prania :-)

Beata - 2011-09-29, 21:23

Matka z pewnością popełniła poważne błędy ale robienie z niej jakiegoś potwora to przesada. Dzisiejsi nastolatkowie są bardzo słabi psychicznie i potrafią targnąć się na życie z naprawdę błahego powodu. To efekt systematycznego ich ogłupiania przez media, popkulturę i rozmaite "autorytety" :-P Współczesna nastolatka przeniesiona w czasy mojego dzieciństwa i wychowywana wedle ówczesnych zwyczajów zapewne popełniłaby samobójstwo już po kilku dniach :lol:

Krzysiu, kto Ci znowu wlał ?

andrzej_77 - 2011-09-29, 21:48

Beatko, bardziej to Krzysio komuś wlał :)
Krzysiek - 2011-09-29, 23:14

Dokładnie tak jak pisze andrzej to ja wlałem swoim chłopakom z okazji wywiadówki.
A mi wleje ktoś dopiero w sobotę w ramach spank spotkania.

W temacie pupy po laniu dodałem nowe zdjęcia z dzisiejszego spotkania.

kasia - 2011-10-16, 19:51

Swoje pierwsze lanie dostałam,jak podrobiłam usprawiedliwienie ,bo poszłam na wagary.Wychowawca pokazał mamie na wywiadówce.Mama położyła je na stole w kuchni i powiedziała: dlaczego to zrobiłaś.Zaczełam się wykręcać.Mama wtedy długo myślała..widzę ,ze nie rozumiesz co do ciebie mówie..porozmawiamy inaczej..wyszła do ogrodu i wróciła z takim leszczynowym elastycznym młodym pędem...
Kazała mi odsłonić pupę oprzeć się o stół...Jak miałam gołe pośladki przestraszyłam sie ,bo nigdy wcześniej nie byłam bita ..przyznałam się...i obiecałam ,że już nigdy...Mama powiedziała tak: za wagary cie tym razem nie ukarzę a za podrobienie podpisu..za każda literkę dostaniesz raz tym kijem...Mama ma na imię Małgorzata i nazwisko mamy długie...To była koszmarna kara...literowałam ,a mama po każdej trzaskała mnie w pośladki...byłam ostatni raz na wagarach.to było w 4 klasie.

Bobo - 2011-10-17, 14:11

kasia napisał/a:
..za każda literkę dostaniesz raz tym kijem...Mama ma na imię Małgorzata i nazwisko mamy długie...

:idea: Trzeba było podrobić podpis nieczytelny :lol:

Isztar77 - 2011-10-20, 12:24

Po wywiadówce zdarzało się, ale nie za oceny, chyba że ogólnie kiepska sytuacja była wynikiem olewki z mojej strony. Nigdy natomiast nie było lania za sam fakt otrzymania oceny 2 czy 3. Najczęściej za informacje o moim zachowaniu i jakieś wybryki. Najgorsze lańska z tego powodu były o dziwo w początkowych klasach liceum.
Krzysiek - 2011-10-26, 00:01

Witam

Nie miałem czasu wcześniej odpisać Beacie.

Była u nas we wrześniu wywiadówka u mojego syna i kuzyna w gimnazjum. Oczywiście jak to chłopacy musieli znów coś nabroić co skończyło się rozmową ze skórzanym przylacielem. Najpierw była rozmowa wychowawcza i zapowiedź użycia pasa co spowodowało że kuzyn się popłakał. Ale nie ma zmiłuj u mnie i musiał wystawić tyłek. Dostali po 30 pasów na gołe tyłki, a potem godzina stania pod ścianą.

Bobo - 2011-11-02, 12:33

Wywiadówka już we wrześniu? I już sobie zasłużyli na 30 pasów? To strach pomysleć co będzie na koniec roku :shock: Pewnie będziesz ich rżnął piłą mechaniczną :mrgreen:
Beata - 2011-11-02, 20:44

Wrzesień to rzeczywiscie trochę wcześnie jak na pierwszą wywiadówkę ale może to było pod koniec miesiąca :-P Bobo Ty pewnie byłeś kujonem więc możesz nie czuć tych klimatów ale poczatek roku szkolnego dla niektórych bywa trudny. Ja od czwartej do ósmej klasy po pierwszej wywiadówce zawsze zaliczałam solidne pasy. Dopiero taki bolesny bodziec uswiadamiał mi, że wakacje naprawdę się skończyły ;-)
Krzysiek - 2011-11-03, 10:06

U nas pierwsza wywiadówka jest pod koniec września. U mnie zawsze w zależności od tego co nabroili i jakie mają oceny jest od 30-50 pasów, ale ja mam w domu już prawie dorosłych facetów. Pozdrawiam
Spak - 2011-11-08, 12:26

A czy zainteresowanie rodziców waszą nauką ograniczało się tylko do chodzenia na wywiadówki i ewentualnego trzepania tyłków po powrocie czy wykazywali też jakąś inicjatywę w międzyczasie na przykład sprawdzali wam zeszyty, prace domowe albo sami was odpytywali żeby sprawdzić czy dobrze wszystko umiecie?
andrzej_77 - 2011-11-08, 16:10

Oczywiście, że tak. Ojciec miał w zwyczaju czasem sprawdzać, czy się w szkole pojawiłem, zwłaszcza wtedy, gdy kilka dni wcześniej oberwałem (lanie lub kara) za wagary. Przez większą część podstawówki sprawdzano mi zeszyty i odpytywano przed sprawdzianami. Potem jakoś starałem się ukryć fakt klasówek :) W liceum bywało różnie, ale jakaś mała kontrola była, gdy moje oceny się obniżały...
andrzej_77 - 2011-11-08, 20:04

Dodam jeszcze, że rodzice zawsze byli gotowi, aby pomóc mi czy bratu w lekcjach, nawet jak bylo późno, a nam się przypomniało, że coś było zadane :-P
ejcia - 2011-11-11, 22:14

po wywiadówce dostałam raz, jak byłam w 6 klasie. Wcześniej dobrze się uczyłam, ale zaczęło się ostre przygotowanie do gimnazjum itd, a ja usiłowałam jechać na opinii i nawet jak dostawałam jedynkę liczyłam, ze uda mi się poprawić ją taka ilością nauki, jak dotąd. Zebranie bylo jakoś w listopadzie, a ja miałam już kilka jedynek, o ktorych nie powiedziałam licząc, ze uda mi sie poprawić.
mama wróciła wściekła, bo spodziewala sie, że będzie dobrze, jak dotychczas, kazała tylko iść do pokoju, a sama odczepiła od torebki pasek i poszła za mną. to było chyba jedno z najgorszych lań, bo pasek był wąski, wrzynał się w tyłek, a mama biła mocno. jak już naprawdę bardzo krzyczałam puścila mnie, palnęła kazanie, po czym zapowiedziala, że teraz za każde przewinienie dostanę w skórę, a żeby groźba była bardziej realna powiesiła pas na drzwiach od szafki.
nie poskutkowało na długo, bo na drugi dzień nie chciało mi sie odrobic jednego zdania, stwierdziłam, ze odpisze w szkole, a mama po wczorajszym raczej nie będzie robiła tak szybko kontroli. myliłam się. dostałam poprawkę, wobec której tamto było rozgrzewką, a na dodatek mama co miesiąc chodziła do szkoły. bolało nie raz, ale za to na koniec roku dostałam jakąś nagrodę

Beata - 2011-11-13, 19:50

Spak napisał/a:
A czy zainteresowanie rodziców waszą nauką ograniczało się tylko do chodzenia na wywiadówki i ewentualnego trzepania tyłków po powrocie czy wykazywali też jakąś inicjatywę w międzyczasie na przykład sprawdzali wam zeszyty, prace domowe albo sami was odpytywali żeby sprawdzić czy dobrze wszystko umiecie?

Rodzice zwykle wykazywali zainteresowanie moją nauką tylko jak się dowiedzieli że mi słabiej idzie np. spotkana przypadkowo nauczycielka stwierdziła, że: "Beatka ostatnio coś się nie przykłada do nauki". Wtedy było sprawdzenie zeszytów wypytywanie o oceny i czasem się to kończyło bolesnie. W mojej szkole w tym czasie nie wymagano już obowiązkowych "Dzienniczków ucznia" ale wiem, ze w innych szkołach jeszcze były. Tata czasem przypilnował mnie żebym się czegoś nauczyła. Tak było z tabliczką mnożenia ale naprawdę poważnie się zaangażował w nauczenie mnie zasad ortografii czyli mówiąc dzisiejszym językiem - wyleczył mnie z dysleksji :-D

bado - 2011-12-27, 16:42
Temat postu: Lanie po
Ja regularnie dostawałem po powrocie mamy ze szkoły .Musiałem sie rozebrac do naga i uklęknąć na tapczanie i wypiąć pośladki,w ruch szedł kabel dostawałem 25-30 razy . lanie dostawałem co miesiąc raz wyrzuciłem kabel i mama sie wkurzyła i poszla po skakanke wtedy dopiero poczułem co to lanie
Bobo - 2011-12-27, 17:30

Miałeś skakankę w domu ? Co ty jakiś Michał Szpak jesteś czy co ? :shock:
Znafca - 2011-12-28, 13:22

Skakanką chyba nie boli bardziej niż kablem. Myślę że to kabel jest boleśniejszy i zostawia gorsze ślady.

Beata napisz dokładniej jak cię tata uczył mnożenia i ortografii :-)

kamcia - 2011-12-28, 16:06

Spak napisał/a:
A czy zainteresowanie rodziców waszą nauką ograniczało się tylko do chodzenia na wywiadówki i ewentualnego trzepania tyłków po powrocie czy wykazywali też jakąś inicjatywę w międzyczasie na przykład sprawdzali wam zeszyty, prace domowe albo sami was odpytywali żeby sprawdzić czy dobrze wszystko umiecie?


w moim przypadku jak miałam 1 ze sprawdzianów to mama zawsze oglądała moje prace. Jeśli nie napisałam nic bo się nie uczyłam to po wywiadówce była rozmowa z mamą a potem rozmowa z pasem. Jeżeli słabe oceny nie były efektem lenistwa to mama nie używała pasa, starała sam pomóc lub wysyłała na korepetycje. Uwagi w dzienniku i ucieczki kończyły się laniem. Najbardziej nie lubiłam chodzić do mamy aby podpisała mi przewidywaną 1 na półrocze bo wtedy wiedziałam, że dostanę podpis w zeszycie ale i lanie. Zdarzyło się tak 3 razy :oops:

Bado - 2011-12-28, 16:21

Nie jestem szpak tylko jak wyrzuciłem kabel to mama poszła do ciotki i pożyczyła skakanke od kuzynki.
magda78 - 2011-12-28, 17:37

Znafco, dostałam kiedyś skakanką porządne lanie na goły tyłek i ból jest konkretny, o wiele gorszy od pasa - przynajmniej od tego którym ja zwykle dostawałam. Czy jest mocniejszy od kabla to osobiście nie miałam okazji tego sprawdzić, ale koleżanka z podstawówki obrywała pasem i kablem. Dostała też kilka razy skakanką. Według niej kabel i skakanka to ta sama kategoria jeśli chodzi chodzi o natężenie bólu.

Ja dostałam skakanką po wywiadówce. Miałam 12 lat, dzień przed wywiadówką zostałam przyłapana na papierosach z koleżanką. Wiedziałam, że ta sprawa wyjdzie, ale miałam nadzieję, że jakoś mi się upiecze, bo ojciec wyjechał na kilka tygodni, a to on zawsze wymierzał karę. Wiadomo, awantura będzie na pewno ale może bez lania.

Okazało się jednak, że mama mi nie odpuści - najpierw trochę pokrzyczała, a następnie kazała zdjąć majtki i przełożyć się o boczne oparcie kanapy. Próbowałam jakoś wyprosić o darowanie lania (nawykowo hehe) ale to nic nie dało rzecz jasna, więc po chwili posłusznie wykonałam polecenie. Mama wyszła na chwile i pamiętam jak szukała czegoś w swoim pokoju a następnie poszła do pokoju siostry. Wróciła po chwili ze skakanką w ręce i szczerze powiedziawszy ten widok mnie mocno strwożył. Słyszałam od koleżanki że taka niepozorna skakanka strasznie ciągnie, mocniej niż pas i wtedy dotarło do mnie że nie będzie lekko.
Zaczęła się druga część moralizowania. Mama mówiła coś w stylu "ojca nie ma i od razu myślisz że wszystko ci wolno? Ja cię zaraz nauczę". Już przez łzy obiecywałam, że to się nigdy nie powtórzy. No ale wyrok już zapadł i lanie się zaczęło. Po pierwszym uderzeniu ścisnęłam tylko mocno poduszkę którą trzymałam nad głową, po drugim puściłam ją i próbowałam zasłonić tyłek rękami, na co mama krzyknęła żebym "zabrała te łapy". Zrobiła to tak stanowczo, że już dalej się nie sprzeciwiałam. Znowu złapałam mocno poduszkę i ryczałam jak nigdy. Mama krzyknęła, że zrobi mi takie lanie, że już nigdy papierosa do ust nie wezmę. No i dała mi jakieś 30 razów. Po wszystkim powiedziała tylko, że ma nadzieję, że kolejnej takiej głupoty już nie zrobię. A ja leżałam w tej pozycji z 15 minut jeszcze masując tylko tyłek. Po chwili 7-letnia siostra zaciekawiona całym zdarzeniem do mnie weszła i z podziwem powiedziała "ale masz fajne ślady" :mrgreen: . Teraz się z tego śmieję ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Następnego dnia w szkole rozmawiałam z koleżanką z którą zostałam przyłapana. Mówiła że dostała kablem na goły tyłek, ale ona była krócej trzymana i była do tego przyzwyczajona, więc mówiła o tym bez większych emocji. Kabel na jej tyłku był częstszym widokiem niż pas. Przynajmniej tak się chwaliła :lol:
Porównałyśmy ślady a ona patrząc na moją pupę powiedziała, że "ładnie musiałam dostać". Całe szczęście w pozostałych laniach stosowany był "tylko" pas, który znosiłam lepiej.

Isztar77 - 2011-12-29, 23:40

magda78 napisał/a:
Znafco, dostałam kiedyś skakanką porządne lanie na goły tyłek i ból jest konkretny, o wiele gorszy od pasa - przynajmniej od tego którym ja zwykle dostawałam. Czy jest mocniejszy od kabla to osobiście nie miałam okazji tego sprawdzić, ale koleżanka z podstawówki obrywała pasem i kablem. Dostała też kilka razy skakanką. Według niej kabel i skakanka to ta sama kategoria jeśli chodzi chodzi o natężenie bólu.

Ja dostałam skakanką po wywiadówce. Miałam 12 lat, dzień przed wywiadówką zostałam przyłapana na papierosach z koleżanką. Wiedziałam, że ta sprawa wyjdzie, ale miałam nadzieję, że jakoś mi się upiecze, bo ojciec wyjechał na kilka tygodni, a to on zawsze wymierzał karę. Wiadomo, awantura będzie na pewno ale może bez lania.

Okazało się jednak, że mama mi nie odpuści - najpierw trochę pokrzyczała, a następnie kazała zdjąć majtki i przełożyć się o boczne oparcie kanapy. Próbowałam jakoś wyprosić o darowanie lania (nawykowo hehe) ale to nic nie dało rzecz jasna, więc po chwili posłusznie wykonałam polecenie. Mama wyszła na chwile i pamiętam jak szukała czegoś w swoim pokoju a następnie poszła do pokoju siostry. Wróciła po chwili ze skakanką w ręce i szczerze powiedziawszy ten widok mnie mocno strwożył. Słyszałam od koleżanki że taka niepozorna skakanka strasznie ciągnie, mocniej niż pas i wtedy dotarło do mnie że nie będzie lekko.
Zaczęła się druga część moralizowania. Mama mówiła coś w stylu "ojca nie ma i od razu myślisz że wszystko ci wolno? Ja cię zaraz nauczę". Już przez łzy obiecywałam, że to się nigdy nie powtórzy. No ale wyrok już zapadł i lanie się zaczęło. Po pierwszym uderzeniu ścisnęłam tylko mocno poduszkę którą trzymałam nad głową, po drugim puściłam ją i próbowałam zasłonić tyłek rękami, na co mama krzyknęła żebym "zabrała te łapy". Zrobiła to tak stanowczo, że już dalej się nie sprzeciwiałam. Znowu złapałam mocno poduszkę i ryczałam jak nigdy. Mama krzyknęła, że zrobi mi takie lanie, że już nigdy papierosa do ust nie wezmę. No i dała mi jakieś 30 razów. Po wszystkim powiedziała tylko, że ma nadzieję, że kolejnej takiej głupoty już nie zrobię. A ja leżałam w tej pozycji z 15 minut jeszcze masując tylko tyłek. Po chwili 7-letnia siostra zaciekawiona całym zdarzeniem do mnie weszła i z podziwem powiedziała "ale masz fajne ślady" :mrgreen: . Teraz się z tego śmieję ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Następnego dnia w szkole rozmawiałam z koleżanką z którą zostałam przyłapana. Mówiła że dostała kablem na goły tyłek, ale ona była krócej trzymana i była do tego przyzwyczajona, więc mówiła o tym bez większych emocji. Kabel na jej tyłku był częstszym widokiem niż pas. Przynajmniej tak się chwaliła :lol:
Porównałyśmy ślady a ona patrząc na moją pupę powiedziała, że "ładnie musiałam dostać". Całe szczęście w pozostałych laniach stosowany był "tylko" pas, który znosiłam lepiej.


Podobnie jak Magda miałem kontakt ze skakanką, z kablem nie. Na szczęście tylko 2 razy i na więcej nie miałem ochoty. W trakcie spotkania ze skakanką marzyłem o zwyczajowo stosowanym skórzanym pasie.

justyna - 2012-03-02, 17:20

Beata napisał/a:
Wrzesień to rzeczywiscie trochę wcześnie jak na pierwszą wywiadówkę ale może to było pod koniec miesiąca :-P Bobo Ty pewnie byłeś kujonem więc możesz nie czuć tych klimatów ale poczatek roku szkolnego dla niektórych bywa trudny. Ja od czwartej do ósmej klasy po pierwszej wywiadówce zawsze zaliczałam solidne pasy. Dopiero taki bolesny bodziec uswiadamiał mi, że wakacje naprawdę się skończyły ;-)


Patrzę, że ogólnie to sporo z Beatą mamy wspólnego, bo ja też zwykle na początku roku szkolnego nie potrafiłam się zebrać do nauki i pierwsza przy pierwszej wywiadówce (u mnie to tak październik-listopad) najczęściej zaliczałam trzepanie paskiem po dupie i to często nawet miałam problem z poprawieniem w wyznaczonym terminie, albo zwyczajnie nie zdążałam za co była poprawka(opisywałam to w innym temacie), ale już koniec semestru najczęściej wychodził z dużo lepszymi ocenami i tak "pamiętałam" mniej więcej do połowy drugiego semestry, kiedy to zaczynała się wiosna i znowu człowiekowi odbijało, bo były dużo ciekawsze zajęcia. Więc najczęściej pod koniec roku szkolnego znowu zdarzało mi się mieć jakieś przedmioty do nadrobienia za co znowu często miałam rozprawy paskowe przeważnie w czerwcu, ewentualnie pod koniec maja. A więc początek lata i naprawdę ciepłych dni witałam z sinym tyłkiem.

[ Dodano: 2012-03-02, 17:25 ]
Spak napisał/a:
A czy zainteresowanie rodziców waszą nauką ograniczało się tylko do chodzenia na wywiadówki i ewentualnego trzepania tyłków po powrocie czy wykazywali też jakąś inicjatywę w międzyczasie na przykład sprawdzali wam zeszyty, prace domowe albo sami was odpytywali żeby sprawdzić czy dobrze wszystko umiecie?


W moim przypadku stanowczo nie. Kiedy byłam młodsza to oczywiście sprawdzanie zeszytów itp. ale kiedy już byłam z deczka starsza to zaczęli wprowadzać z resztą mi to było na rękę taki system, że sama miałam siebie pilnować i nikt mnie nie karcił za pojedyncze wpadki, a wręcz mówiono, że każdemu może się zdarzyć, ale byłam zobowiązana, żeby to poprawić i na koniec semestru nie było po tej wpadce śladu. I dopiero wtedy byłam ewentualnie karana, jeśli sobie to olałam.
Dodatkowo zawsze co jakiś czas (już bez sprawdzania, bo starali się wierzyć na słowo) się pytali jak tam w szkole, czy nie mam jakichś problemów i czy nie potrzebuję z czymś pomocy.

Joanna - 2012-03-04, 13:14

uuu mój tyłek to po prawie każdej wywiadówce miał bliskie spotkanie ze skórzanym pasem ( kupionym specjalnie na tę okazję, gdy kiedyś strasznie narozrabiałam czyt. lanie). Nie zależałam do prymusów, czasem nawet zdarzało mi się "zgubić drogę do szkoły", albo w liceum iść na wagary, mimo , iż wiedziałam, że kara mnie za to nie ominie.
justyna - 2012-03-05, 14:57

Joanna napisał/a:
uuu mój tyłek to po prawie każdej wywiadówce miał bliskie spotkanie ze skórzanym pasem ( kupionym specjalnie na tę okazję, gdy kiedyś strasznie narozrabiałam czyt. lanie). Nie zależałam do prymusów, czasem nawet zdarzało mi się "zgubić drogę do szkoły", albo w liceum iść na wagary, mimo , iż wiedziałam, że kara mnie za to nie ominie.


No tak każdemu się chyba zdarzało. Niby człowiek wiedział, że za to co robi grozi lanie, ale nieraz w tej chwili to było silniejsze od strachu przed paskiem. Jednak gdy się rodzice dowiedzieli się zarzekał, że już więcej takiego głupstwa nie popełni. A po jakimś czasie kiedy myśl o ostatniej karze odeszła w lekkie zapomnienie znowu się pakował w kłopoty, za które znowu pasek był ściągany.

ejcia - 2012-03-05, 20:05

na całe szczęście w liceum nie wydało się wiele moich wybryków, bo tyłek byłby w kolorach regularnie. oceny, wagary, lewe zwolnienia itd jakos uszły i ostatnie lanie dostałam jak miałam ok 13 lat
justyna - 2012-03-05, 20:17

No to chyba dobrze, że udawało Ci się ukryć te przewinienia. Nie każdemu się to udawało. U mnie jednak na tyle byłam pilnowana, że tego typu akcje mało kiedy przechodziły bez wiedzy rodziców, co wiązało się wiadomo z czym, szczególnie po wywiadówkach, bo sama też się zbyt chętnie nie przyznawałam, wiec na słowa zapowiadające przez wychowawczynię zebranie z rodzicami raczej drętwiałam z wiadomego powodu :P
ejcia - 2012-03-05, 20:28

ja też drętwiałam :-D :d siedziało się w domu i gryzło paznokcie, co się wyda, a co nie :-D :D
Ale gdyby kilka razy sie sprawa sypnęła może nie narobiła bm paru głupot

Joanna - 2012-03-05, 22:02

Największy problem to zawsze był z tym jak się wykręcić od wagarów :-> koleżanki namawiają, a tu wstyd sie przyznać, że za to czeka w domu lanie. Czasem się udało, innym razem nie :-D
ejcia - 2012-03-06, 01:14

Na wagary, gdzie cała klasa uciekała miałam pozwolenie, zeby nie robić sobie wrogów, musiałam potem powiedzieć w domu jak było i nikt nie robił z tego problemu. tylko rodzice sprawdzali na wywiadówce, czy faktycznie cała klasa uciekła
Ale takie zgrane wagary zdarzyły sie chyba tylko dwa razy, bo zawsze ktoś musiał się wyłamać. kiedyś jedną opierającą się prymuskę chłopacy wynieśli za ręce i nogi :lol:

Bartek - 2012-03-06, 10:39

Cześć,
ja powiem, że jak ojciec mnie kiedyś zbił, to zapamiętałem to i jak dorosłem to mu dojeb*** za to. Więc uważajcie rodzice, którzy bijecie swoje dzieci, bo was też to może spotkać.

justyna - 2012-03-06, 11:54

Ja miałam podobnie jak Joanna. Nikt mi nie dawał przyzwoleństwa na wagary i to nieważne ile osób zwiewało. Moi rodzice wychodzili z założenia, że gdyby wszyscy rodzice pozwalali na całoklasowe wagary to zawsze by się wszyscy zmawiali i razem uciekali. Więc kiedy uciekaliśmy wszyscy klasowo to mogłam później liczyć co najwyżej na próbę wkręcenia czegoś wychowawczyni, a jeśli się nie udało to wiedziała, że mogę oberwać. Co gorsza kiedyś udało mi się coś wkręcić, a później wyszło przed rodzicami na jaw, że niedojrze zwiałam to jeszcze naopowiadałam jakichś niestworzonych historii, za co była naprawdę pożądna draka no i nie obyło się bez oberwania po tyłku paskiem - i to dosyć konkretnie.
Bobo - 2012-03-06, 15:32

justyna napisał/a:
Ja miałam podobnie jak Justyna.

To ile jest Justyn na tym forum? Bo się już pogubiłem :-/

kasia - 2012-03-07, 13:34

Za całoklasowe wagary to nawet ja nie dostawałam:D. Ale musiałam powiedziec w domu, ze cos takiego sie odbyło. Po jednych takich wagarach, brat powiedział tacie, że prawie cała klasą nie byliśmy w szkole i tylko 2 panny sie wyłamały i wszystko sie wydało i ze jest straszna afera teraz. Tata przyszedł do mnie i pytał jak to było, ja trochę przerażona ( bo na szczęsliwego nie wyglądał) potwierdziłam wersje brata i wtedy ku mojemu zdziwieniu zamiast gadki umoralniającej usłyszałam od ojca: "masz szczęscie, że to nie ty sie wyłamałaś" i zabrał nas na zakupy. Nastepnego dnia była wywiadówka i kazali nam wszystkim stac pod scianą i przyznac sie do wagarów, wtedy moj ojciec powiedział, że dziewczyny ktore nie były na wagarach są aspołeczne i ze to one ponosza całą winę za to, ze teraz w szkole taka afera jest. Nasza wychowawczyni przyznała mu racje, dwie mamusie były oburzone, a cała klasa odetchneła z ulgą bo dzieki temu wszystkim sie w domu upiekły te wagary":)
justyna - 2012-03-07, 19:46

Powiem szczerze, że raczej dziwne podejście do tych spraw ma Twój ojciec razem z wychowawczynią. Nie to, że go krytykuję, ale raczej mało popularne postrzeganie. U mnie po pierwsze ojciec nigdy nie wnikał czy cała klasa czy nie cała, liczyło się, że urwałam się z lekcji i tyle, a uważał dodatkowo, że całoklasowe zrywanie się z lekcji na co niektórzy przymykają oko dale tylko i wyłącznie ciche pryzwolenie, "że jak już uciekacie, to wszyscy", więc uważał, że trzeba to tępić tak samo jak pojedyncze jednoosobowe ucieczki. Więc po takiej ucieczce jeśli wyszła na jaw nie było rozstrzygania, czy nawiałam sama, z koleżankami, jakąś małą grupką, a może całą klasą wszyscy zwialiśmy, tylko najczęściej się kończyło pasowaniem mojej skóry.
kasia - 2012-03-08, 16:21

Justyno, możesz sobie myśleć co ci się podoba, mamy wolny kraj. Jednak moim zdaniem wagary całej klasy nie są tym samym czym indywidualne zerwanie sie z lekcji. W szkole nikt nie popierał takich wybryków i sądze, zę gdyby to miało miejsce częściej, ponieślibyśmy wszyscy bardzo dotkliwe konsekwencje. Jednak raz w roku w okolicach zakończenia roku, taka całoklasowa ucieczka, choć moze nie rozsadna to jednak była lekcja radzenia sobie w grupie i ponoszenia konsekwencji, o ich dotkliwości nie moglismy wiedzieć, gdyz był to nasz pierwszy klasowy raz. Przez te dwie panny, które zostały o całej sprawie dowiedziała sie cała dyrekcja i wszyscy nauczyciele, nawet ci którzy nas nie uczyli( a chodziłam do naprawde duzej szkoły i nauczycieli było duzo). Te dwie mądre poszły do pokoju nauczycielskiego i jeszcze na nas naskarżyly, choć niby miały cichutko siedzieć w sklepiku szkolnym. Z uwagi na to, że bylismy nieletni dyrekcja zgłosila nasze wagary na Policję i potem musiała sie gesto tłumaczyć dlaczego nas nie zatrzymano w szkole, wiec naprawde wybuchła z tego niezła afera, a gdyby poszły z nami to po prostu kilku nauczycieli i wychowawca dali by nam przez kilka nastepnych dni nieźle popalić. Dlatego na zebraniu ojciec powiedział o tym, że winnymi całej afery są dwie nasze kolezaneczki, które chciały być świetsze od papieża. Ani mój ojciec ani wychowawczyni nie popierali naszego zachowania, ale też nie stało się nic takiego, by do każdego z rodziców wydzwaniała policja informujac, ze dzieci poszły na wagary.
Co do indywidualnych wagarów nie było w domu na nie żadnego przyzwolenia. Ale mnie jakoś tak nigdy nawagary nie ciągnęło, więc ojciec nie miał zbyt wielu okazji by mi za to wlac.

justyna - 2012-03-08, 21:52

Wiesz nie krytykuję podejścia w Twoim przypadku ojca i wychowawczyni, tylko stwierdziłam, że u mnie było zdecydowanie inaczej. Bo powiem szczerze, że przynajmniej w szkole wagary całej klasy były własnie poważniejszym wykroczeniem niż kilku osobowe ucieczki. Jak kilka osób uciekało to po prostu wycha informowała rodziców i w ich gestii było wyciąganie konsekwencji, bądź olanie sobie tego (raczej rzadkie z tego co wiem od koleżanek z klasy). A jak były całoklasowe to się robiłaafera. Dla mojego ojca to właściwie większego znaczenia nie robiło. Opuszczona godzina, bądź cały dzień to opuszczona godzina nie wnikał za bardzo z kim, po co i jak, więc kara, a właściwie lanie, bo tak byłam karana za wagary było nieuchronne po takiej wywiadówce. Ale to tak było u mnie. U Ciebie mogło być diametralnie różne podejście.
Joanna - 2012-03-09, 15:12

każdy na swój sposób interpretuje tę samą przypadłość ;-) u mnie osobiście wagary klasowe zdarzały się niezwykle rzadko, jednym rodzicom to przeszkadzało, innym nie.Tak samo było zresztą z nauczycielami.
ejcia - 2012-03-09, 23:47

Joanna napisał/a:
Tak samo było zresztą z nauczycielami.

dokładnie. pamiętam jedne wagary, gdzie zaczęliśmy się sprzeczac dokąd iść... pod samą kamerą tuż za terenem szkoły. musieli nas widzieć, nie ma mocnych, ale nikt nie zareagował. z reszta to byly pechowe wagary, bo nie mogąc dojść do porozumienia rozdzieliliśmy się i każda grupa poszła gdzie indziej.potem sie dowiedzieliśmy, ze tamci wrócili do szkoły i na nas nakablowali. trochę awantura była, ale nie bardzo, na szczęście

justyna - 2012-03-10, 21:52

No to całe szczęście dziewczyny, że u Was jakoś to na sucho uchodziło, a do tego, że nawet nauczyciele przymykali na to oko :) Pod tym względem dobrze miałyście i aż zazdroszczę Wam, jak przypomnę sobie jak to u mnie bywało.
marcin1984 - 2012-03-12, 23:02

hej dziewczyny chetnie powspominam lania w domu moj nr gg 4755859
kooska - 2012-08-07, 17:50

Zdarzalo mi sie dostac po wywiadowce :P ale nieczesto. Na wywiadowki chodzila glownie matka, ojciec zajmowal sie laniem jesli mialam slabe oceny z powodu lenistwa lub nieusprawiedliwione godziny.
marcin1984 - 2012-08-07, 22:15

pozadnie wtedy dostawalas w tylek?

[ Dodano: 2012-08-08, 20:25 ]
jak sie wydawalo:) ze wagarowalas

adiks121 - 2012-08-10, 14:05

Nic, mogłem olewać jak chciałem. Wystarczało żeby było pozytywnie i tyle.

Beata napisał/a:
Tak było z tabliczką mnożenia ale naprawdę poważnie się zaangażował w nauczenie mnie zasad ortografii czyli mówiąc dzisiejszym językiem - wyleczył mnie z dysleksji :-D


To jest zaburzenie,a ty sobie jaja robisz.

Beata - 2012-11-20, 23:38

Może i to jest zaburzenie ale w większości przypadków da się wyleczyć o czym się przekonałam na własnej skórze.
Sunshine - 2012-11-21, 14:22

Moja przyjaciolka jako dziecko miala niby stwierdzona dysleksje, a dokladniej dysortografie. I tak dlugo rodzice z nia pracowali, piszac dyktanda i rozwiazujac inne zadania, ze na dzisiejsza chwile sie z tego dziewczyna smieje. Nie wiem jak trzeba miec uszkodzona percepcje, zeby naprawde nie dalo sie tego wypracowac... Gdyby ktos sie zaglebil w ten temat to by doszedl do wniosku, ze wiekszosc przypadkow mozna wyleczyc, ale po co? Jest papier i do widzenia... Tylko potem wstyd w pracy, jak sie dostaje CV a w nim jest napisane ,,mUj'' ewentualnie ,,umiejentnosci''...
andrzej_77 - 2012-11-21, 15:06

Mój kolega też miał trudności z ortografią, ale nikt go nie bił, bo chlopak się starał. Chodził na zajęcia wyrównawcze, zamiast na podwórko to prosił rodziców o treningi. A wszystko przez to, że wstydził się tego, że robi takie kosmiczne błędy. I faktycznie już po 4 klasie wygrywał wiele dyktand, a najgorsze było to, że większość rodziców poźniej swoje dzieci do niego porównywała i stroiła fochy :roll:
ejcia - 2012-11-21, 22:15

ok, jest papier, ale honorują go tylko bodajże do 25 roku życia, potem nikogo nie obchodzi, czy ma się jakieś dys. A wypracować nie zawsze się da. Miałam w liceum przyjaciółkę, dziewczyna bardzo inteligentna, jechała za samych czwórkach i piatkach, najlepsza uczennica. Ale błędów potrafiła zrobić więcej niż liter w wyrazie, pisała hieroglifami egipskimi. Jakoś nie sądzę, żeby u niej była to kwestia lenistwa, czy uszkodzonej percepcji
Sunshine - 2012-11-28, 03:23

Ejcia, jesli nie lenistwo i nie zaburzenia w mozfu (moze nie ladnie to brzmi, ale takie schorzenia od mozgu), to czemu? ;) Moze i masz racje uwazajac, ze akurat w jej przypadku to mialo jakies glebsze podloze niz lenistwo, ale nie oszukujmy sie, ze wiekszosc dzieciakow ma taki papierek, a przy pracy w domu i przy checiach rodzicow daloby sie cos z tym zrobic...
ejcia - 2012-11-29, 21:20

Sunshine, zabiłaś mi ćwieka :mrgreen:
Pisząc o zaburzonej percepcji ujmowałam ją w znaczeniu bardziej w znaczeniu potocznym, w stylu: koleżanka przefarbuje włosy, a ktoś tego nie zauważy, jest gapa itd. Teraz poczytałam sobie trochę o dysleksjach i okazuje się, że w głębszym tego słowa znaczeniu faktycznie na tym to polega. :mrgreen:
W każdym razie uszkodzenie mózgu raczej kojarzy się z kimś nierozgarniętym, natomiast przy inteligencji poniżej średniej diagnozuje się upośledzenie; jedno i drugie często związane z niedotlenieniem podczas porodu.
A co do epidemii dys masz absolutna rację. Moja siostra swego czasu pracowała w poradni pedagogicznej i nieraz marudziła, ze dzieci niedopilnowane, a jak już rodzice nie dają sobie rady, to przychodzą po papierek, że dysleksja, że ADHD...

andrzej_77 - 2012-11-30, 08:28

Taka prawda. W klasie u mojego syna jest 6 osób z ADHD. Nie są zlymi dziećmi, są kulturalni, ale nadpobudliwi, ale bardziej nie mają się gdzie wyszaleć, niż od razu wmawiać im że mają ADHD. Jednak nie zawsze rodzice mają czas, aby spędzić z dzieckiem czas i je wychować. Większość dzieci wychowywa się na tv i kompie, stąc też takie a nie inne zachowania.
justyna - 2012-12-03, 20:01

Dokładnie dziecko siedzące cały dzień przed komputerem, albo tv w końcu gdzieś musi wyładować swoją energię. Tylko nie wszyscy rodzice to zauważają i przypisują to wszystko ADHD.
marcin1984 - 2012-12-04, 19:13

no wlasnie i pozniej sa rozboje i takie inne cuda bo nikt sie dzieckiem nie interesuje
andrzej_77 - 2012-12-04, 19:23

Przyklad z życia, wychodzę dziś z młodym z kościoła z rorat. Wyprzedza nas 2 na oko 7 latków, którzy pierwsze co robią... klną, na k, na ha :D itp, itd... a dalej idą mamusie, na oko 30 paro letnie, rozmawiają i nawet nie słyszą jak ich dzieci ładnie mówią :roll:

ja w ich wieku w ogóle bałem się przy kolegach przeklnąć, bo dobrze wiedziałem co się ze mną stanie jak się tata dowie.

[ Dodano: 2012-12-04, 19:26 ]
a jeszcze tak, aby było śmieszniej - oceniając mamusie. Jeden z tych chlopcow nie widział stojącego na wprost na chodniku auta. Gdy tak biegł rozpędzony to trzasnął w ten samochód. Oczywiście płacz, a mamusia co, przeszła kolo niego i nawet nie zauważyła, że jej dziecko płacze. Interweniowałem, ale oszczędziłem sobie zwracania uwagi o piękne słownictwo syna

marcin1984 - 2012-12-04, 21:19

jacy rodzice tackie dzieci i nie ma co sie w sumie dziwic dzieciom ze sie tak zachowuja a nie inaczej skoro rodzice sa nie odpowiedzialni
ejcia - 2012-12-05, 20:47

andrzej_77 napisał/a:
Interweniowałem, ale oszczędziłem sobie zwracania uwagi o piękne słownictwo syna


O ile mamusie cokolwiek lepsze. juz jakis czas temu widziałam sztandarową sytuacyjkę. Idę chodnikiem, niedaleko mnie młoda babka gada przez telefon. W pewnym momencie mówi: ale poczekaj, bo ja tu z tobą gadam, a mi dziecko na ulice wychodzi.
Rozglądam się zdziwiona, bo w pobliżu żadnego dziecka nie widzę, chce dyplomatycznie rozmowę zakończyć, czy co... Tymczasem mamusia chowa telefon i dystyngowanym truchcikiem na niebotycznie wysokich szpilach zasuwa przez trawnik wołając: Olivier, chodź tutaj! Olivier, nie wychodź! Wyglądało to tragikomicznie.
Dzieciak na oko 3 lata ze 20m od niej, już na samym krawężniku. Jakoś go złapała, dalej poszli do marketu. Przyznaje się, byłam ciekawa mamuśki, więc też weszłam. Mały rozwala wszystko na półkach, mama znowu plotkuje do słuchawki, wszystko, łącznie z połamanym koszykiem na zakupy komentując jakimś mocniejszym słowem.
I skąd to dziecko ma brać przykład?

marcin1984 - 2012-12-05, 21:51

ja to bym mamusce pierw pozadnie tylek spral to moze by dotarlo do jej rozmumu zeby sie wreszcie dzieckiem zajela jak nalezy
Bobo - 2012-12-05, 21:57

Chyba większość z nas była kiedyś świadkami podobnych scen tylko że ma to niewiele wspólnego z przygodami po wywiadówce i dyskusja w temacie zeszła na manowce :-P
andrzej_77 - 2012-12-06, 15:35

może admin przeniesie nasze rozmowy do działu Co z tą dzisiejszą młodzieżą
koniec off topa

a tak nawiasem mówiąc, jutro zasuwam na wywiadówkę do mojego Tomka :mrgreen:

Krzysiek - 2012-12-06, 22:20

andrzej_77 napisał/a:
a tak nawiasem mówiąc, jutro zasuwam na wywiadówkę do mojego Tomka :mrgreen:


To Tomek powinien tyłeczek szykować, bo jak tata wróci będzie łomot po gołej dupce.

andrzej_77 - 2012-12-07, 09:33

Dostanie od tatusia spóźniony prezent od Mikołaja :)

a tak na poważnie to myślę, że jakoś strasznie to nie będzie :)

[ Dodano: 2012-12-07, 19:00 ]
Tomek ode mnie oberwał po zebraniu....
... na podwórku snieżkami, mam grzeczne dziecko :)

KlosieL - 2014-01-13, 05:02

Ja np. wywiadówek się wcale nie bałem no może trochę ale nigdy od mamy nie dostałem pasem jak wielu pisze.Mama tylko ze mną rozmawiała :lol: ale jak narozrabiałam to potrafiła mi tak nagadać że nawet posłankę Krystynę Pawłowicz by przegadała. :mrgreen:

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group